Articles, Blog

***CARP FISHING TV*** Edges Volume 3.5 – FULL DVD!!!!


Witam. To najnowsza część
serii „Carp Fishing Edges”. Część 3.5 zawiera zdjęcia, które nagrywaliśmy specjalnie dla was
przez ostatnie pół roku. Przygotujcie się na przygodę
ze Scottem Dayem, Lewisem Porterem i Harrym Charringtonem
nad jeziorem we Francji. W planie były: dobra zabawa,
dobre jedzenie i wielkie karpie. W kwietniu 2015 roku
ja, Scott i Harry wybraliśmy się na pięciodniowy wypad nad łowisko Old Oaks
w pobliżu Le Mans we Francji. Nie byłem wcześniej
na wielu takich wypadach. Właściwie to nie byłem na żadnym. Rzadko mam okazję
łowić z przyjaciółmi, więc pięciodniowy wypad do Francji jest niezłą atrakcją. Dzień dobry. Mój paszport jest z tyłu. Dziękuję. W radiu mówią, że kontrola paszportowa
ma być dokładniejsza. A wystarczy pokazać,
że masz paszport. Mam szczęście,
że pracuję z przyjaciółmi. Nie mogłem się doczekać
tej wycieczki. Wiedziałem,
że będziemy się dobrze bawić. Po wjeździe do Francji,
wszystko poszło bez problemu. Pogadaliśmy trochę podczas jazdy. Śpiewaliśmy piosenki,
które leciały w radiu. Powinniśmy kiwać głowami. Rozmawialiśmy o podróży
podczas podróży. Jechaliśmy płatną drogą. Minęliśmy zakonnicę. Szalona zakonnica
prowadziła małe autko. Czytała coś, prowadząc. Lewis stwierdził,
że to pewnie kazanie. Szybko dojechaliśmy do jeziora. Zatrzymaliśmy się przed domkiem. To mały domek letniskowy
z prądem i dużą zamrażarką. Miał prysznic i toaletę. Włożyliśmy zapasy
do lodówki i zamrażarki i poszliśmy na spacer wokół jeziora. Większość ryb była przy krańcach. Ale wielka! Po dwóch czy trzech minutach zauważyliśmy
wielkiego karpia pełnołuskiego pod wierzbą płaczącą. 30-kilogramowy,
długi karp pełnołuski. Odróżniał się,
bo miał białą końcówkę ogona. Na drugim końcu jeziora zobaczyliśmy dużego karpia
pełnołuskiego znanego jako Pizza. Byliśmy podekscytowani. Nie mogłem się doczekać losowania. Długo jechaliśmy,
ale wreszcie dotarliśmy. Po okrążeniu jeziora właściciele pokazali nam
kilka dobrych miejsc i opowiedzieli,
co tu się ostatnio działo. Każdy chce łowić gdzie indziej, więc losujmy: ten,
kto wyciągnie najdłuższą słomkę, wybiera pierwszy. Najniższa osoba ma szansę wyciągnąć najdłuższą słomkę? Właśnie. Nie wiadomo, czy inne są dłuższe. Harry znowu miał farta! Naprawdę? Harry wygrywa. Która była po środku?
Ta była na końcu. Czemu wybrałem tę po środku? Losujmy jeszcze raz. Mnie wynik odpowiada. Oczywiście. Na jeziorze jest tylko pięć platform. Zostawimy platformę pierwszą i piątą. Zostają do wyboru trzy platformy. Kto wybierze drugą, może też łowić
w rejonie pierwszej platformy, a kto wybierze czwartą, może łowić
w rejonie piątej platformy. Osoba z trzeciej platformy będzie miała
dużą przestrzeń po środku. Harry, wybieraj pierwszy. Czwarta platforma. To dlatego, że pływał tam 30-kilogramowy karp? To jeden z powodów. Cieszę się. Lewis, ty następny? Tak. Wybieram numer trzy. Dobra. To dla mnie numer dwa. Tam pływał karp ważący ponad 20 kilo. No tak. Gdzie to było? Nie wiem. Nie chciałem wybierać pierwszy, bo nie mógłbym zdecydować
między drugą a czwartą platformą. Więc cieszysz się z dwójki? Tak. Świetnie. Gdybyś wybrał czwórkę…
Ja wybrałbym czwórkę. Ale nie chciałeś… Wolisz dwójkę od trójki. No tak. Nie chciałem trójki. Dlaczego? Nie wiem. Tak po prostu. No dobra. Ja żyję przeszłością. Byłem tu siedem lat temu. Ciekawe, czy są jeszcze
dziury po moich podpórkach. Musimy losować jeszcze raz.
Nie możesz mieć czwórki. Nie! Czwórka jest za daleko od domku. Nie jest. Ustaliliśmy to. Jak dojechaliśmy, powiedziałeś… Scott, nie możesz wybrać czwórki. Ale jeśli on chce trójkę… Właśnie. Damy radę. Nie przejmuj się.
Jak zacznie nęcić rakietą… Właśnie. To przepłynie przez twój rejon. Wybrałbyś czwórkę? Ja? Tak. Nie, chcę trójkę. Naprawdę? Środkowe łowisko jest jak autostrada. Wy może złowicie coś szybko, może ze dwie ryby,
ale jesteśmy tu pięć dni. Te ryby, które ty wkurzysz,
muszą przepłynąć przez mój rejon. Scott wkurzy te po swojej stronie. One też muszą
przepłynąć przez mój rejon. A ja je wyłowię. Łowiłem tu siedem lat temu i wiem, że tam jest płytka półka. Po środku, pod przewodami.
Mam też osłonięty brzeg. Jestem zadowolony.
To taka autostrada. Praca zespołowa jest najważniejsza. Cieszyłem się z mojej trójki, chociaż nie widziałem tam ryb. Lubię takie miejsca. Ryby przepłyną tędy wcześniej czy później. Byłem zadowolony z mojego łowiska. Jakbym był pierwszy,
wybrałbym czwórkę, bo widzieliśmy tam ryby. Ale dwójka zapewniała mi
dużo wody po prawej, przechodzącą w dość płytką wodę. Wśród tych drzew pływało dużo ryb. Naprzeciwko pierwszego łowiska natknęliśmy się na dużo ryb
w płytkiej wodzie. Dlatego byłem zadowolony. Nie chciałem przestraszyć ryb. Zaczęliśmy łowić pierwszego wieczora. Byłem bardzo zadowolony z łowiska, które wybrałem, bo ten wielki karp, ważący około 30 kilo,
pływał właśnie tam. Ale nie chciałem denerwować ryb, więc pierwszego wieczora
nie zamierzałem łowić w tamtym kącie. Myślałem, że jak zacznę tam łowić, to je stamtąd wygonię. Poza tym śpieszyłem się. Szybko znalazłem kilka miejsc,
zaczepiłem żyłki na klipsach, założyłem na szpule gumki, i zarzuciłem na ślepo. Wieczorem jednego straciłem,
a rano okazało się, że tylko Lewis coś złowił. Jako jedyny złowiłem rybę. Chyba najmniejszą rybę w jeziorze.
Ważyła pewnie koło sześciu kilo. Albo nawet mniej.
Ale to był piękny karp pełnołuski. Walczył zażarcie. To była nasza pierwsza ryba. Złapała się na różową kulkę pop-up
na przyponie multi rig. Wrócimy do tego później. Zarzuciliśmy wczoraj dziewięć wędek. Osiem przy przeciwległym brzegu. Jedną zarzuciłem na otwartej,
płytszej wodzie, w rejonie półki. Właśnie na tę wędkę złapała się ryba. W nocy złapałem też amura białego. Ważył pewnie z 15 kilo,
ale nie ważyłem go. Od razu go wypuściłem. Te ryby dostają szału w siatce. Nie chciałem, żeby się denerwował. Więc zdjąłem go z haczyka i puściłem. To dopiero początek. Gdzieś tu pływa
ogromny karp pełnołuski. Mam nadzieję, że go znajdziemy. Stresuje mnie to. Drobna zmiana taktyczna. Zdecydowałem się łowić z ciężarkiem. Myślałem, że coś się złapało. Zwinąłem wędkę i zmodyfikowałem zestaw. Zarzuciłem go jakieś 20 minut temu. Chciałem podholować rybę. Miała 15 centymetrów wody nad linką. Udało mi się złapać ją w podbierak. Aż mnie ręka boli. Piękny okaz. Świetnie. Waży 16 i pół kilo. Świetny początek.
Nic dziwnego, że tak szarpał. Ogromna płetwa ogonowa,
wielkie płetwy piersiowe. Piękny kolor, dobra kondycja.
Tak wyglądają karpie w Old Oaks. Świetny początek. Rano byłem w kiepskim nastroju. Nic nie złapałem. Byłem zły, że Lewis coś złowił. Nie mogłem uwierzyć,
że mu się to udało, bo w jego łowisku
nie widzieliśmy ryb. Ale trzeba mu przyznać,
że złowił niezły okaz. Scott i Lewis obaj złowili ryby. Martwiłem się,
że tylko mi się nie udaje. Nie zarzuciłem wędek do zakątka, w którym były ryby, a one nie miały ochoty
wypłynąć z tego rejonu. Wyciągnąłem jedną wędkę
i zarzuciłem ją bliżej tego zakątka. Bardzo blisko krzaka
wiszącego nad wodą. Od razu miałem branie. Och! Będzie płynąć do brzegu. Płynie do brzegu. To niebezpieczne. No dobra, chodź. To ładny okaz na początek. No, dalej. Świetnie. Niezły start. Ładny lustrzeń. Złapał się na różową kulkę pop-up,
kukurydzę i kulki proteinowe. Zarzuciłem wędkę blisko krzaka.
Nie czekałem długo. Wypuszczę tę rybę. Mam nadzieję,
że uda się złowić coś jeszcze. Ale na razie nacieszymy się słońcem. Zbliżała się druga noc,
a każdy z nas coś złapał, więc panował dobry nastrój. Urządziliśmy sobie grilla. Chcieliśmy napić się chłodnego piwka,
nacieszyć się pobytem we Francji i ładną pogodą. Wtedy ten bardzo szybki odjazd przerwał nasze grillowanie. Poranna ryba złapała się na tę wędkę, a poza tym był spokój. Sprawdziłem, jak wygląda sytuacja
w tamtym zakątku. Robiło się coraz cieplej, ryby wpływały coraz dalej
do tego zakątka. Zarzuciłem tę wędkę jeszcze raz, nieco bliżej tego zakątka
i od razu były efekty. Jest tu dość głęboko, więc jak tylko ryba
znajdzie się pod szczytówką, zanurza łeb
i włącza turbodoładowanie. Wykorzystuje swoją wagę,
ale nie wyglądała na dużą. Nie za dobrze. O kurczę. Nie chciała wyjść. Kurczę. Tyle roboty
i zrywa się tuż przy brzegu. To naprawdę wredne. Cholerny karp. Chrzanić to. Wredne rybsko. Jestem załamany. Zbliżał się drugi ranek. Miałem branie na środkowej wędce.
Udało mi się złowić tę rybę. To był lustrzeń ważący 20 kilo. Włożyłem go do worka STR. Sprawdziłem, czy inni już wstali, ale na brzegu nikogo nie było. Nastawiłem wodę w czajniku.
Chciałem napić się herbaty. Po 30 minutach coś złapało się
na wędkę po lewej, w pobliżu dębu. Usłyszałem czyjeś kroki. Przechodziłem właśnie
przez łowisko Scotta. Chciałem sfilmować
drugą stronę jeziora. Widziałem, że walczy z rybą. Próbowałem wyłowić rybę. Byłem pewien, że to niezły okaz. Robiła niezłe fale.
Powiedziałem o tym Harry’emu. Jezioro Old Oaks jest dość głębokie. W takim przypadku ryba wykorzystuje tę głębokość, pływając w górę i w dół. Jak tylko podciągnąłem ją
w stronę powierzchni, ona znowu płynęła w dół. Na wodzie pojawiły się ogromne bąble. To musiała być duża ryba.
Nie rzucała się, płynęła powoli, ale zdecydowanie,
wykorzystując swoją wagę. Wiedziałem, że to niezwykły okaz. To jeden z tych karpi pełnołuskich. Kurczę. Nieźle. 24 kilogramy… 400 gramów. Tak! To już drugie branie tego ranka. Pierwsza ryba mi się urwała. Haczyk wypadł jej z pyska.
Ale jestem zadowolony z tego okazu. 19,6 kilograma. Niezła bestia. Złapał się na środkową wędkę. Użyłem kulek proteinowych. Do tego fioletową kulkę pop-up. Ale zestaw omówię potem, bo mam jeszcze jedną rybkę. Złapała się zaraz po tym,
jak podebrałem tę rybę. Wsadzałem ją do pojemnika,
a tu nagle odjazd na lewej wędce. Więc tego ranka miałem branie
na wszystkich trzech wędkach. Złapałem na razie trzy rybki.
To niezły wynik. Spójrzcie na ten okaz. To piękne stworzenie. To ostatnia ryba z rana. Wiedziałem,
że to będzie niezły okaz, ale nie wiedziałem,
że aż tak. Robiła na wodzie ogromne bąble. To znowu zasługa
fioletowych kulek pop-up. Piękna ryba. Scott złapał karpia ważącego 24 kilo, więc byliśmy w świetnym nastroju. Byliśmy przeszczęśliwi. Gdyby to był taki zwykły wypad i ktoś złowiłby taki okaz,
byłoby świetnie. Ale w takich warunkach? Przed kamerami presja jest większa. Jak są kamery, to człowiek jest pod presją,
żeby złapać coś na żywo. Uchwyciliśmy na filmie
moment schwytania tego olbrzyma. To drugi czy trzeci pod względem
wielkości karp pełnołuski w tym jeziorze. To fantastyczne uczucie. Scott trochę się namęczył, bo ryba szamotała się w wodzie, ale zdołał ją utrzymać
i zrobiliśmy świetne fotki. Strasznie się ucieszyłem,
że udało mu się złapać taki okaz i że mogłem uwiecznić to na DVD, skierować na niego obiektyw i pozwolić, żeby ryba
mówiła sama za siebie. To był drugi dzień naszego łowienia. Kiedy wczoraj walczyłem
z moją pierwszą rybą, powiedziałem,
że zmieniłem nieco taktykę. Na początku używałem
ciężarków typu inliner. Pierwszej nocy usłyszałem alarm. Myślałem, że to obcierka, ale kiedy rano wyciągnąłem wędkę,
ciężarka nie było. To by było na tyle. Postanowiłem zastosować
zestaw przelotowy. Obecnie rzadko się go używa, więc dla ryby jest to odmiana. Rzadko się z tym spotykają. Kiedy chwytają przynętę,
nie czują oporu. Mogą się ruszać, mogą bez przeszkód
odpłynąć od ciężarka. Nie mogą go wykorzystać,
żeby pozbyć się haczyka. Zamontowałem zestaw przelotowy i wczoraj złapałem pierwszą rybę. Zamontowałem ten zestaw
na pozostałych wędkach i dziś rano widzieliście
moją 24-kilową zdobycz. To też zasługa zestawu przelotowego. Opowiem wam, jak to działa. Mam fluorocarbonową żyłkę
Trans Khaki, zestaw przelotowy
i skośny koralik buffer bead. Niżej mam
krętlik do szybkiej wymiany. Używam też wolframowych
tulejek antysplątaniowych i jasnej, miękkiej plecionki
Camotex Soft o wytrzymałości 10 kilo. Do tego kilka kulek
z pasty wolframowej, tulejka i haczyk numer 4
z krótkim trzonkiem i zadziorem. Dzięki temu pierścieniowi przynęta rusza się po haczyku. Jako przynęty
używam małej kulki pop-up, przyczepionej do haczyka. Wygięty zestaw przelotowy
zapewnia ruchliwość. Niezależnie od tego,
jak ciężarek ułoży się na dnie albo z której strony
ryba podpłynie do przynęty, opór zawsze jest minimalny. Może właśnie dzięki temu dziś rano złapałem tę rybę. Popołudniowe branie
to lustrzeń ważący 15,7 kilo. Znowu złapał się blisko krzaka. Jak tylko promienie słoneczne
padną na ten krzak, ryby tam podpływają
i chwytają moją przynętę. Bardzo się z tego cieszę. Znów miałem farta. Wieczorem znowu zarzuciłem wędki i po 30-40 minutach miałem odjazd. Akurat zabieraliśmy się
do grillowania, Scott piecze ziemniaki w mundurkach. Chyba porządnie się upieką, zanim wciągnę tę rybę na brzeg. To wspaniały okaz. Wszystkie trochę walczą,
ale ten wyglądał na dużego. Nie mówię, że jest ogromny, ale kiedy się szamoczą,
to zwykle są solidnych rozmiarów. Pociągnął wzdłuż lewego brzegu,
tak jak robią duże karpie. Jasne. Ten wielki karp…
A tu Scott – to też wielki okaz. Tylko mniej tłuszczu. Powszechnie spotykany. W końcu go wyciągnąłem. Był większy niż jakakolwiek ryba, którą kiedykolwiek schwytałem. Niezła. Scott ją podbierał. Dalej! Dawaj, Scott. Dawaj, dawaj. Żółwik. Żółwik. Olbrzym. Zważyliśmy go. Podnieśliśmy go ze Scottem.
22 kilogramy 680 gramów. Nie.
W końcu wyszło 22 kilo 620 gramów. 60 gramów – co to za różnica? Ryba była przepiękna. Pięć kilo cięższa niż cokolwiek,
co dotąd złapałem. Chciałem,
żeby Harry złowił coś dużego, więc kiedy udało mu się złapać rybę, która ważyła prawie 23 kilogramy, cieszyłem się tak samo jak on. To była cudowna chwila,
nie tylko dla Harry’ego, ale też dla nas wszystkich. Schwytanie takiej ryby
było ważne dla naszego zespołu. Trzeba mieć talent. Jestem wdzięczny Scottowi, bo przez kilka dni łowienia złapałem tylko jednego,
niewielkiego karpia. Traciłem nadzieję. Przez dwie doby nic nie złowiłem. Nawet nie widziałem żadnej ryby. Ryby były w obu krańcach jeziora. Ciężko było patrzeć,
jak Scott i Harry co chwila coś łapią. Myślałem, że to zmusi ryby
do przepłynięcia na środek jeziora. Nie doceniłem umiejętności
Harry’ego i Scotta. Nie zarzucali wędek
w samych krańcach jeziora, tylko nieco dalej. Zwłaszcza Scott dał rybom
dużo przestrzeni. Nie łowił przy krańcu jeziora. W rezultacie
ryby z jego połowy jeziora siedziały tam
przez trzy czy cztery dni. Trochę ponarzekałem i Scott zaoferował… Ja go o to nie prosiłem. Scott sam zaproponował,
żebym połowił w pierwszym łowisku. Skorzystałem z oferty
i pognałem tam z trzema wędkami, podbierakiem,
matą i łódką zanętową. Zabrałem też trochę zanęty. Harry i Lewis przeżywają
swoje wędkarskie przygody. Jak Frodo i Gollum.
Sami zdecydujcie, kto jest kim. Ja w tym czasie złowiłem
tę 15-kilową rybę. Jestem zadowolony. Jak Lewis połowi na krańcu jeziora, zapędzi ryby z powrotem do mnie. Mam nadzieję, że złapie kilka ryb i że trochę zostawi nam. Łowię tu od półtorej godziny. Czekałem aż wzejdzie słońce i oświetli ten zakątek. Wcześniej przygotowałem zanętę, zanim przypłynęły tu ryby,
tak żeby ich nie przestraszyć. Nie zorientowały się,
że coś jest nie tak. Minęło z półtorej godziny.
Zatoczka jest w słońcu. Mam branie na prawą wędkę,
zarzuconą najdalej w stronę zatoczki. Walczą zacięcie. Łowiłem tu z kumplami
siedem lat temu. Pamiętam przede wszystkim, jak zażarcie walczył tutejsze ryby. Przy brzegu jest głęboko.
Pewnie koło trzech metrów. I to w odległości
kilku długości kija od brzegu. No, chodź. Przeprowadzka i praca zespołowa
opłaciły się. Mniejsza przynętą na haczyku też. Po 50 godzinach schwytałem rybę. Cieszę się. Oto ona:
moja długo wyczekiwana zdobycz. 15,8 kilograma. Ryba z charakterem. Naprawdę się cieszę. Muszę podziękować Scottowi, że pozwolił mi skorzystać
z łowiska za nim. Dziękuję też Harry’emu,
który pomógł mi zanieść i przygotować cały sprzęt. To prawdziwa praca zespołowa.
Od tego są przyjaciele. O to chodzi w łowieniu we Francji
– o dobrą zabawę. Muszę ją teraz wypuścić,
bo słońce nieźle grzeje. Nie chcę, żeby długo była poza wodą. Za każdym razem, kiedy próbuję coś zjeść, mam branie. Czas na obiad. Scott właśnie ogłosił, że mamy kiełbaski. Ale akurat miałem podwójne branie. Ta ryba waży 15,5 kilograma.
Z nieba leje się żar, więc mam tu sporo wody. Cały kubełek. Pilnuję, żeby ryba była mokra, żeby nie wyschła, i nic się jej nie stało. Żeby inni
też mogli się nią nacieszyć. A to moja druga zdobycz. Musiałem się namęczyć,
żeby ją złapać, więc bardzo się z niej cieszę. 15,4 kilograma
i 17 kilogramów 150 gramów. Udany dzień. Nie tylko my chcieliśmy coś zjeść.
Ryby też. Jak tylko Harry
wypuścił swoją zdobycz, ja złowiłem tę rybę – 19,6 kilograma. Jest gorąco, więc zaraz ją wypuszczę. Złowiłem ją na różową kulkę pop-up
na przyponie blowback. Dwie godziny wcześniej
rozrzuciłem jakieś 3 kilo zanęty. Ryby żerują, chociaż jest gorąco. Trzymaj się! Za gorąco na ból pleców. To było intensywne południe. Pół godziny po tym,
jak złowiłem 15-kilową rybkę, poszczęściło się Harry’emu. Jak tylko zaczęli ze Scottem
zajadać kiełbaski, na wędkę Scotta złapała się ryba
ważąca 20 kilo. Było trochę nerwowo,
a słońce mocno grzało, więc zrobiło nam się gorąco.
Postanowiliśmy usiąść w cieniu i opowiedzieć o naszych zanętach. Wszyscy używamy kukurydzy cukrowej
i kulek proteinowych. Ja i Scott używamy też
kilku innych składników. Harry używa tylko kukurydzy i kulek. To mieszanka, którą ja i Scott wkładamy
do łódek zanętowych. To mieszanka party blend. Na tym akwenie dozwolone są
tylko niektóre ziarna, między innymi kukurydza cukrowa, konopie i mieszanka party blend. Mam tu taką mieszankę. Dodaję kukurydzy. Wszyscy uwielbiamy kukurydzę.
Ryby też. Harry rozrzuca ją blisko
i obserwuje żerujące ryby, rzucające się na kukurydzę. Ostatnią rybę złowiłem
na plastikową kukurydzę. Harry też tak łowi. Ryby uwielbiają kukurydzę.
Przywieźliśmy ją w puszkach, żeby móc jej używać,
kiedy zajdzie potrzeba. Jak masz wielką torbę
zamrożonej kukurydzy i ją rozmrozisz, to potem ona się marnuje. My możemy zabrać resztę z powrotem. To dobra rada,
jak jedziesz do Francji i nie wiesz, czy obok łowiska
będzie zamrażarka. Lepiej wybrać kukurydzę w puszce. To lepsze niż mrożona kukurydza. Tak więc… wrzucamy kukurydzę
i dodajemy do mieszanki konopi. W mieszance
jest już trochę konopi, ale ja i Scott
jesteśmy fanami konopi. Wiemy, jak karpie na nią reagują, więc dajemy jej więcej. Ale nie można przesadzić. Dodajemy trochę. Dobrze mieszamy. Dodajemy kulki proteinowe. Ja i Scott używamy kulek Hybrid, ale Harry używa kulek
Amber Cream firmy Richworth. To kwestia gustu. Ja i Scott wierzymy w kulki Hybrid. Dodaję ich tylko kilka. Scott robi co innego. Nie dodaje kulek do mieszanki, którą umieszcza w łódce zanętowej. Jednak on łapie ryby, a ja nie. Ja nęcę często,
ale po trochu. Wrzucam trochę zanęty do łódki. Scott ma kilka miejsc,
w których ciągle coś łapie. Chodzi na drugi brzeg
z pokruszonymi kulkami. Robi tak dwa razy dziennie. Za każdym razem rozrzuca
około pięciu kilo kulek. Po dwa i pół kilo
w każdym miejscu, w którym łapie ryby. Wsadza trochę mieszanki party blend,
kukurydzę i konopie do łódki zanętowej i rozprowadza po rejonie, w którym rozrzucił kulki. W jego przypadku to działa. Gdybym ja chwytał coś regularnie, też bym tak robił, ale teraz chcę po prostu coś złapać,
tak jak tamtą 16-kilogramową rybę. Harry nie używa łódki zanętowej. Woli tradycyjne zarzucanie. Rozrzuca kukurydzę i kulki ręką. Znowu pomieszam. Tak wygląda mieszanka, której używam. Scott nie wrzuca kulek do mieszanki. Rozrzuca je osobno.
Ale mniej więcej tak to wygląda. Na haczyku można umieścić
różne przynęty. Ja złapałem rybę na plastikową kukurydzę
z kulką Hybrid. Scott łowi na kulki pop-up. A Harry na plastikową kukurydzę. Tak więc mamy duży wybór. Ryby z Old Oaks nieźle reagują, biorąc pod uwagę
trudne warunki pogodowe. To jedno z miejsc, w których łowię. Tu złapałem tego 24-kilowego karpia. Blisko brzegu jest zaczep, ale to jedyna przeszkoda wzdłuż tego brzegu. Nawet teraz pływa tu ryba. Łowię przy półce. Ryby pływają tu w górę i w dół, więc rzucam tu dużo przynęty. Jesteśmy tu od kilku dni. Wiedzieliśmy,
że w końcu ryby przepłyną przez zanętę. Chciałem je zatrzymać,
zanim się do niej przyzwyczają. I ten sposób je złapać. Szczodre nęcenie kulkami zadziałało. Właśnie przepływa tędy ryba. Zarzucę wędkę z powrotem. Rozrzuciłem tu trochę kulek. Przy brzegu są korzenie. Są gęste, ale ja łowię trochę dalej. Są dość płytko, więc łowię głębiej, przy półce. Właśnie udało mi się złapać
kolejną rybę. Lewis opowiedział o tym, jak wygląda moje nęcenie. Rozrzucam sporo kulek proteinowych. Potem wrzucam do łódki mieszankę party blend z kukurydzą i konopiami. Mam dwie przegródki.
Do prawej wsadzam zanętę. Nie za dużo. Rozrzuciłem kulki na dużym obszarze. Teraz rozrzucę coś, co wizualnie zachęci ryby. Do drugiej przegródki
wsadzam swój zestaw. Wkładam go oddzielnie,
bo mam tu piankę PVA. Nie chcę, żeby się roztopiła i zmieszała z mieszanką. Przekładam go od spodu. Układam zestaw na wierzchu. Zamykam drzwiczki,
nie przytrzaskując linki. Łódki używam od niedawna. Czasem się przydaje. Układam zestaw w przegródce. Gotowe. Trudno stwierdzić,
gdzie dokładnie jest łódka. Wyglądam na znawcę łódek, ale nim nie jestem. Ktoś musiał stać na drugim brzegu
i mówić, gdzie ona dokłądnie jest. Potem przywiązałem do linki znacznik, żebym mógł ustawić łódkę
zawsze w tym samym miejscu. Jak tylko znacznik pojawia się i przechodzi przez przelotkę kija, wiem, że jestem w dobrym miejscu,
i wyrzucam przynętę. W łowisku Harry’ego dużo się działo. Namieszałem po stronie Scotta, więc ryby przepłynęły
do łowiska Harry’ego. Odpłynęły z miejscówki Scotta, ominęły moją miejscówkę i wpłynęły do łowiska numer pięć. To był dobry wieczór. Wykorzystałem go do końca. Znowu miałem branie w pobliżu krzaka. Ryba walczyła zacięcie.
Wiedziałem, że złowiłem niezły okaz. Niezła sztuka. Ryba ważyła 19,5 kilo.
Wsadziłem ją do worka STR. Tylko na chwilę. Lewis musiał się zająć
swoimi wędkami. Potem miał zrobić zdjęcia. Zarzuciłem wędki
i znowu złapałem dwie ryby. Dwa podwójne brania jednego dnia. Jedna ryba ważyła 17 kilogramów, a druga około 19 kilo. To ostatnia z trzech ryb,
które złowiłem w ciągu godziny, odkąd znów zarzuciłem wędki. 19 kilogramów 700 gramów. Ogromny francuski lustrzeń. Musiałem się napracować przez kilka ostatnich godzin dnia.
Bardzo się cieszę. Będziemy dziś spać spokojnie. Pogoda się zmieniła.
Ciśnienie spadło. Trochę wiało i mżyło.
Było pochmurno. Jezioro wyglądało zupełnie inaczej. Ryby pojawiły się na środku,
nie tylko przy brzegach. W końcu złapałem coś na wędkę
zarzuconą na półce. Liczyłem,
że w tym miejscu dużo złapię. W końcu złowiłem rybę. Znowu miałem branie w pobliżu krzaka. To była niezła ryba.
Krzyknąłem do Harry’ego. On też walczył z rybą. Obie wydawały się spore. Sam podebrałem swoją rybę.
Była olbrzymia. Naprawdę olbrzymia. Jak na moje standardy, była ogromna. Wow! Niezły kawałek karpia. Drugi worek. Wyzerowałem wagę. Wsadziłem karpia do worka. Teraz go zważymy. Czuję, że jest ciężki. Ale nie potrafię tego ocenić.
Nieczęsto łapie takie ryby. Zważymy go i zobaczymy. 23,6 kilograma. Nie. 23,8 kilograma. 23,8 kilograma. Nie! Tak. Nie oszukuję. To niewiarygodne. O matko. Oto i ona: 23 kilogramy 800 gramów.
To mój największy okaz. Już ten 22-kilowy
by mnie uszczęśliwił. Ale to jest po prostu niewiarygodne. Jestem przeszczęśliwy. Wczoraj w nocy
znów zarzuciłem wędki i około 3.00 w nocy
złapałem amura białego. Zarzuciłem wędkę
bardzo blisko krzaka. Wykorzystałem klips,
żeby zarzucić ją jak najbliżej. Udało mi się. Rano miałem odjazd. Nie mogę w to uwierzyć. Harry złowił 23-kilogramową rybę. Był w siódmym niebie. Najpierw złowił 22-kilowego olbrzyma. A potem pobił swój rekord. Cieszę się,
że mogliśmy w tym uczestniczyć. Cieszyliśmy się jego szczęściem. Harry złapał największą rybę
w swojej karierze. Tak się zdarza.
Jak ktoś łowi małe rybki, to potem łapie coś większego. To tak jak z Usainem Boltem. Mógł od razu biegać szybciej,
ale tego nie robił, bo każdy kolejny rekord
oznacza pieniądze i uznanie. Harry też tak robi. Mógłby złowić rybę
ważącą ponad 35 kilo, ale postanowił iść stopniowo. Dlatego co chwila bije swój rekord. Jak ktoś czeka, to się doczeka. Wytrzymałem tyle nocy
na środkowym łowisku. Jako pierwszy coś złapałem, a potem przez następne cztery dni
na moim łowisku nic się nie działo. Ale na szczęście rano odżyły wędki zarzucone na półce. Zestaw multi rig spisał się na medal.
Ta ryba waży 21,3 kilograma. Piękny okaz.
Jestem bardzo szczęśliwy. Harry i Scott złowili ryby
ważące ponad 22 kilo. Ale to drugi
karp, pod względem rozmiaru, jakiego kiedykolwiek złowiłem.
To dobrze świadczy o Old Oaks. Podczas tego wypadu mówiłem, że łowię blisko krzaka. To właśnie ten krzak. To najlepsza osłona na tym jeziorze. Mhedi spędził mnóstwo czasu, usuwając liczne zaczepy i wiszące nad wodą gałęzie drzew. Nie schodzą co prawda do samej wody. To tylko kilka gałązek,
ale to wystarczy. Tam jest moje łowisko. Zarzucam wędkę przed tym krzakiem. Dookoła rozrzucam zanętę. Zrobię to teraz. Mam tu kubełek
pełen kukurydzy cukrowej. Nie będę im żałować, bo szybko to zjadają i wracają po więcej. Robię to
w regularnych odstępach czasu. Zanęcam po trochu. To często bardziej efektywne,
niż wyrzucenie całej zanęty i czekanie. Rozrzucę trochę kulek proteinowych. Mają długi okres ważności, więc nie muszę się bać,
że się zepsują. Mogę ich zużyć tyle, ile chcę,
a resztę zabrać do domu. Mam dwa rozmiary: 14 i 18 milimetrów,
żeby było różnorodnie. Wystarczy wybrać różne wagi. Czas wracać i zarzucić tu wędkę. Zarzucę wędkę w tamtym wydajnym zakątku. Ale najpierw omówię zestaw. W Wielkiej Brytanii używam podobnego. Lubię proste zestawy. Wtedy się nie plączą. Stosując wiele gadżetów, prosimy się o zaplątanie. Mam linkę główną Exocet i łącznik gumowy
na klipsie Slik Lead Clip. Nasunąłem go. Jak ryba uderzy w coś, to odpadnie,
ale poza tym powinno się trzymać. Mam też plecionkę Camotex Semi Stiff
o wytrzymałości 11,3 kilograma. Do tego kilka kuleczek z pasty:
jedna przytrzymuje wszystko, druga odciąża kulkę pop-up S-Core. Mam haczyk SSBP numer 4.
Używam go też w Wielkiej Brytanii. Jest bezzadziorowy. Odrobina silikonu przytrzymuje włos. U siebie też używam takiego zestawu. Nie ma powodu, żeby go zmieniać. Jest prosty i nie plącze się. Zarzucę teraz wędkę
i może coś złapię. Omówię teraz zestaw, którego używam, i wyjaśnię, dlaczego go używam. Mam półtora metra żyłki Illusion Trans Khaki
o wytrzymałości 13,6 kilo. To fluorocarbon.
Używam tej żyłki prawie zawsze, kiedy łowię w Wielkiej Brytanii. Nie używam jej tylko,
gdy łowię w miejscu, gdzie żyłki są zabronione
albo gdzie jest pełno zaczepów i konieczny jest materiał Submerge
odporny na ścieranie. Ale poza tym
używam tej fluorocarbonowej żyłki. Jest szybko tonąca i niewidoczna. To wszystko, czego potrzebuję. Ta żyłka ma około półtora metra. Jest doczepiona do linki głównej – materiału Exocet
o wytrzymałości 10,45 kilo. To nie był wybór
specjalnie na ten akwen. U siebie łowię
w bardzo zarośniętym łowisku. Gdzie niektóre ryby ważą ponad
23 kilo, więc potrzebuję mocnej, solidnej linki głównej. Łowiłem tu siedem lat temu i wiedziałem, że gałęzie
często zwisają nad wodą. Stwierdziłem, że mocna linka główna to dobry wybór. Zacząłem od wytrzymałości 10,45 kilo
i od żyłki wytrzymującej 13,6 kilo. Dalej mam łącznik gumowy, który różni się od innych cieniutką końcówką. Mimo że żyłka Illusion jest cienka – ma średnicę pół centymetra –
nie ma dużego dzióbka na końcu łącznika. Tak byłoby ze zwykłym łącznikiem.
Wtedy mój zestaw by się plątał. A tu wszystko przechodzi płynnie. Bezpieczny klips, rozmiar 7.
Łącznik jest maksymalnie nasunięty. Ciężarek odczepi się tylko wtedy,
gdy będzie to konieczne. Nie chcę stracić go niepotrzebnie. Nie chcę tracić go za każdym razem. Jeśli ryba wejdzie
pomiędzy gałęzie lub wodorosty, klips zwolni ciężarek. Dzięki temu mogę
łatwo wyłowić rybę. Nie chcę ciągle tracić ciężarka. Jest ciężki – waży 142 gramy
i ma kształt spłaszczonej gruszki. Wybrałem ciężki ciężarek
o tym kształcie z kilku powodów. Łowię z platformy numer trzy,
a dwie wędki zarzuciłem na półce
przy przeciwległym brzegu. Potrzebuję ciężkiego ciężarka. Jak jakaś ryba,
pływając w górę i w dół, zawadzi o moją linkę,
to nie chcę, żeby ta obcierka
zepchnęła ciężarek z półki głębiej na dno. To zaniepokoiłoby ryby
i uniemożliwiło mi złowienie czegoś. Ważny jest też efekt zacięcia. Ludzie przyjeżdżają tu na wakacje przez 35-40 tygodni w roku. Te ryby są pod dużą presją. Dlatego jak chwytają haczyk
i potrząsają pyskiem, potrzebuję dużej siły. 150 gramów jest idealne. Wyrzucam zestaw z łódki zanętowej. Nie mam dużego doświadczenia
z łódkami. Używałem łódki,
jak przyjechałem tu siedem lat temu, i kilka razy w Wielkiej Brytanii, kiedy sądziłem, że może się przydać. Mogę zrzucić ciężarek z łódki, nie powodując zamieszania. Ciężarek nie uderza w wodę. To świetny sposób. Nie straszę ryb, a umieszczam ciężarek pod gałęziami, co nie udałoby się,
gdybym zarzucał wędkę. Mam wolframową tulejkę Trans Khaki. Dzięki temu zestaw się nie plącze, kiedy wyrzucam ciężarek z łódki. Tonie bardzo szybko. Widziałem to
w czystej wodzie przy brzegu. Jak go wypuściłem,
zatonął bardzo szybko. Dlatego nie chcę, żeby się plątał. Na jednym końcu mam łącznik gumowy, a na drugim tulejkę antysplątaniową. Dzięki temu nic się nie zaplącze, kiedy wypuszczę ciężarek z łódki. Użyłem innego przyponu niż zwykle. Zwykle używam przyponu multi rig. To jest pop-up rig. Jest wielofunkcyjny. Zaraz o tym opowiem. Jest zawiązany do Camotex Semi Stiff
o wytrzymałości 15,9 kilo. Wybrałem taki mocny materiał, bo niektóre tutejsze ryby
ważą ponad 30 kilo. Jest tu trochę zwisających gałęzi, krzaków i innych zaczepów. Nie ma dużej różnicy w średnicy między plecionkami
o wytrzymałościach 11,4 i 15,9 kilo. To nie ma wpływu na branie. Dlatego wybieram
najwytrzymalszą plecionkę. Kilka kuleczek z pasty
przytrzyma wszystko. Przypon multi rig składa się z pętelki na końcu i haczyka umocowanego
metodą loop to loop z łożyskowanym krętlikiem
na pętelce D. Na nim umieszczam przynętę. Obklejam węzeł pastą
i zdrapuję nieco otuliny, żeby zapewnić zestawowi ruchliwość. To prawie jak hinged stiff rig, którego używam zwykle w kraju. Ale ten zestaw ma więcej zalet, dlatego go wybrałem. Kiedy łowiłem tu siedem lat temu, schwytaliśmy pełno ryb. Razem z kumplami złapaliśmy
ponad 90 ryb w ciągu sześciu dni. Nie wiedziałem,
że teraz będzie inaczej. Chciałem móc szybko wymieniać haczyk. Gdybym łapał mnóstwo ryb
na ten zestaw, mógłbym wymieniać tylko haczyk,
a nie cały zestaw. Nie potrzebowałbym
wielu gotowych zestawów. W razie potrzeby
mógłbym wymienić haczyk. Ale po siedmiu latach ryby nie są już
tak łatwe do złapania. Zmądrzały, w przeciwieństwie do mnie. Myślałem, że to będzie łatwizna. Trochę mnie zaskoczyło, że ja złapałem tylko trzy ryby,
a inni o wiele więcej. Ale zestaw działa dobrze.
Moje ryby były dobrze zacięte. Przypon multi rig ma też inne zalety. Mogę umieścić kulkę pop-up
bardzo nisko. Trudno to zrobić
na przyponie hinged stiff rig. Ale w tym zestawie jest to proste. Dla mnie to ważne, bo używam ziaren. Rozrzucam mieszankę party blend,
konopie i kukurydzę. Ryby żerują blisko dna, kiedy to jedzą. Nie chcę,
żeby nad głowami miały wielką kulkę. Kulka nad nimi musi być mała i
w ich polu widzenia, kiedy będą żerować. To kolejna zaleta. Poza tym ten zestaw nadaje się
nie tylko do kulek pop-up. Gdybym chciał łowić z dna, mogę przekształcić go
w zestaw z przynętą tonącą. Zdejmuję kulkę pop-up
i zakładam przynętę tonącą. Zestaw nadal świetnie działa. Z przyponem hinged stiff rig nie mógłbym tego zrobić. Mam haczyk w rozmiarze 4.
Jest bezzadziorowy, bo takie tu panują zasady.
To haczyk SR. To haczyk stiff rigger.
Ma odchylone oczko. Pasuje do sztywnego materiału
wychodzącego z oczka i tworzy mocne wygięcie. Dzięki temu haczyk
wbija się w dolną wargę, kiedy tylko pojawi się okazja. To śmietankowa kulka pop-up.
Ma 14 milimetrów. Ma świetny stonowany różowy kolor. Świetnie się spisuje
w Wielkiej Brytanii, więc pewnie zadziała też
w innych miejscach. Kulkę mocuję
na krętliku łożyskowanym. Opowiadałem już o tym
na poprzedniej płycie. Tak to wygląda. Wczoraj złapałem rybę
na 10-milimetrową przynętę tonącą, na plastikową kukurydzę. Miałem wtedy inny zestaw, bo łowiłem przy przeciwległym brzegu,
w płytkiej, przejrzystej wodzie. Na dnie był żwir. Najlepszy byłby stalking, ale nie mogłem tego zrobić, bo nie można łowić z tamtego brzegu. Musimy łowić z tego. ale stalking byłby bardzo skuteczny, bo ryby były blisko brzegu. Nie chciałem jaskrawej kulki. Wolałem zarzucić
małą przynętę przy dnie. Taki zestaw mam na dwóch zarzuconych daleko wędkach. Tego zestawu używam, łowiąc na półce. Obcierka? Tego zestawu używam na półce. Tam złapałem dwie ryby. Dziś rano 21-kilogramowa ryba złapała się na ten zestaw na półce. Świetnie się do tego nadaje. Po drugiej stronie łowię w płytkiej wodzie. Używam przyponu blowback rig
z przynętą tonącą. Harry używa podobnego. Nie będę tego omawiał. Na ten zestaw
złowiłem największe ryby. Dobra. Spójrzcie na to. Jak pakowaliśmy się ostatniego ranka i szykowaliśmy sprzęt do powrotu, coś złapało się
na wędkę zarzuconą na półce. Złowiłem tego lustrzenia
ważącego 22 kilogramy. Nie udało się nagrać walki, bo Harry był zajęty
pakowaniem sprzętu. Nie słyszał, jak krzyczałem.
Ale to piękne zakończenie. I świetny początek najnowszej części
serii DVD„Edges”. Wypuszczę ją i ruszamy w drogę. Wracamy do domu. No, dalej, uciekaj. Co za świetna sesja.
Udało się złowić wspaniałe okazy. Podczas cieplejszych miesięcy,
kiedy warunki pogodowe są najlepsze, a karpie najaktywniejsze, opłaca się mieć w zanadrzu
kilka różnych metod na złowienie karpia. Teraz udamy się nad jezioro Ringwood,
gdzie Lee Morris pokaże nam, że opłaca się być aktywnym
i umieć dostosować się do warunków. Jesteśmy nad jeziorem mojego klubu
w okolicach miasta Ringwood. To New Forest Water Park.
Jestem członkiem tego klubu już od kilku lat. A to moja ostatnia sesja. Mam nadzieję, że w ciągu tej doby
uda mi się złowić coś nie tylko dla siebie,
ale też dla was. Przyszedłem tu wczoraj wieczorem
i zarzuciłem wędki. Udało mi się złapać kilka sztuk
ważących ponad 9 kilo. Mam nadzieję, że to tylko początek. Spójrzcie na te dwa karpie, które są teraz w siatce. Mam nadzieję, że uda się złapać
jeszcze kilka sztuk w ciągu tej doby. Pierwsza złowiona ryba
waży 9 kilogramów 300 gramów. To przepiękny lustrzeń.
Cieszę się, że udało się go złapać. Łowię w naprawdę trudnym miejscu. Odległość – 16 nawojów.
Tuż za kępką wodorostów. Linki przechodzą ponad wodorostami,
odsuwając je. Dzięki temu ryby
mogą spokojnie żerować. Używam sztucznej kukurydzy. Na powierzchni rozrzucam
konopie i kukurydzę. O tej porze roku
taka mieszanka działa świetnie. Ziarna to moja ulubiona przynęta,
kiedy chcę złapać takiego przepięknego lustrzenia. W siatce mam jeszcze jednego.
Przyjrzyjmy mu się teraz. A tego wypuszczę. Dziękuję. To drugi lustrzeń
złowiony tego ranka. Nie spodziewałem się tego. Ryby gromadzą się teraz
przy powierzchni. To świetny moment
na łowienie z powierzchni. Już chciałem sięgnąć po wędkę,
ale na szczęście tego nie zrobiłem, bo ta ryba zaczęła brać. Waży dokładnie tyle samo
co poprzedni okaz: 9 kilogramów 300 gramów. To świetna okazja,
żeby spróbować łowić z powierzchni. Warunki są idealne. Zarzucę wędkę. Wyrzucę trochę zanęty w ten rejon. Pozwoli to uspokoić łowisko. Pójdę teraz łowić z powierzchni,
a jak wrócę, łowisko będzie się idealnie nadawać do łowienia z dna. Wypuszczę tę rybę do wody
i wyrzucę trochę mieszanki. Najpierw muszę nakarmić ptaki,
żeby się ich pozbyć. Przyleciały tu teraz
wszystkie mewy. Dam im mnóstwo chleba. Dzięki temu będę potem
mógł w spokoju łowić z powierzchni. Zawsze dobrze to zrobić
na samym początku, bo głodne ptaki
potrafią naprawdę przeszkadzać. Zwykle nie potrzebują dużo pokarmu. Wystarczy kilka bochenków chleba,
żeby zostawiły karpie w spokoju. Ryby będą mogły wtedy zacząć
jeść mieszankę. Przyszedłem na to łowisko, bo myślałem,
że karpie będą się tu wygrzewać. I proszę bardzo
– jest ich tu pełno. Są bardzo blisko. Przygotowałem wędkę,
by użyć pływaka. Zyskałbym większy dystans,
ale ryby są bardzo blisko. To by je przestraszyło. Dlatego odciąłem pływak i zawiązałem haczyk SSBP
na lince głównej. Wezmę tylko odrobinę chleba i zarzucę przy powierzchni. Mam nadzieję,
że trafię w głowę któregoś karpia. Trzymajcie kciuki.
Może uda mi się coś złowić. Jeśli to nie zadziała,
dam im trochę zanęty, żeby zaczęły o nią walczyć. Ale na razie po prostu
rzucę kawałeczek chleba. Może zaczną brać. Więc do roboty. Dalej, odwróć się. No, odwróć się! Dawaj, dawaj! O nie! Nie było szans, żeby złowić coś bez pływaka. Ptaki znowu zaatakowały. Muszę trochę podejść. Ptaki uniemożliwiły mi
wykorzystanie tej szansy. A było tak blisko. Dlatego założyłem pływak
i dałem ptakom pełno pokarmu. Zrobiło się zamieszanie. Szczerze mówiąc, myślałem,
że nic z tego nie wyjdzie, bo nad łowiskiem
było mnóstwo ptaków. Ale mimo to karpie zaczęły brać, więc cała zabawa
zaczęła się od nowa. Znów założyłem pływak, zarzuciłem wędkę po raz drugi
i zacząłem łowić. Karp utknął w wodorostach
tuż przed łowiskiem. Będę utrzymywał naciąg żyłki. Może uda mi się go wydostać. Kij nie jest wygięty
do maksimum swoich możliwości. To tylko lekkie napięcie. Nie chcę wyrwać haczyka
z pyska ryby. Spróbuję wyjść trochę dalej i znaleźć lepszy kąt. Dobra. Musimy zdjąć mikrofon. Mój kij musi znaleźć się nad rybą. Jak to się uda, będę mógł ją po prostu wyciągnąć. Zobaczymy, czy się uda. Muszę wejść trochę głębiej, żeby szczytówka znalazła się
tuż nad rybą. To jedyny sposób. Nie widzę ryby, więc nie mogę użyć podbieraka. Nie będę używał go na ślepo,
bo jeszcze ją uderzę. Harry ofiarnie zgodził się
wejść głębiej. Wsunie podbierak pod rybę
i może uda mu się ją złapać. Schwyta ją do podbieraka. Ustawi kamerę na trójnogu i pomoże mi. Weszła? Tak, udało się! Dzięki. Bez ciebie nie dałbym rady. Udało się. Super. Walczyłem z tą rybą przez godzinę. Strasznie się zaplątała
w wodorostach. Ustawiłem szczytówkę tuż nad nią, ale nie mogłem jej wyciągnąć
z tych wodorostów. Harry to świetny gość. Zgodził się podejść
i pousuwać trochę wodorostów. Ale było tam dla niego za głęboko. Pete, inny członek klubu, przyniósł nam koło ratunkowe. Harry mógł tam podpłynąć
i usunąć wodorosty. Ale ryba schodziła coraz głębiej, więc Harry musiał podpłynąć jeszcze
raz i usunąć więcej wodorostów. Pete trzymał linę
przymocowaną do koła ratunkowego. Jeśli Harry wpadłby w tarapaty, Pete doholowałby go do brzegu. My staliśmy tu blisko, więc Harry nie był bardzo oddalony. Po kolejnych próbach
usunięcia wodorostów ryba po prostu wpłynęła
do podbieraka. Mamy ją. Nie mogę w to uwierzyć. Jestem naprawdę szczęśliwy. Jeszcze nie wiem, ile waży
ani co to za lustrzeń. Wiem tylko, że to lustrzeń. Jest już w podbieraku.
To najważniejsze. Nie mogę się doczekać,
aby mu się przyjrzeć. Nie macie pojęcia, jak się cieszę. Tak! Po tej heroicznej walce ten okaz w końcu
wpłynął do podbieraka. Kilka razy
zaplątał się w wodorostach. Trwało to całe wieki. Miałem miękki kij, lekki przypon
o wytrzymałości pięciu kilogramów i haczyk SSSP w rozmiarze 10. Sprzęt wytrzymał,
bo użyłem miękkiej szczytówki. Nie macie pojęcia,
jak bardzo się cieszę. Nie mogę uwierzyć,
że w końcu udało się ją złapać po tej całej męczarni. Ta ryba wraca teraz do wody. Mam nadzieję,
że uda mi się złowić jeszcze jedną. Świetnie. Niestety, większość nie wróciła po tym, jak złapałem tego karpia. Przejdziemy się trochę. Może nadarzy się jakaś okazja. Może są na innym łowisku,
zwanym „pochylnią”. Zwykle tam się udają,
kiedy opuszczają to łowisko. Słońce zaczyna zachodzić, więc i ryby odpływają
do tamtego łowiska. Zobaczmy, jak to wygląda
po drugiej stronie jeziora. Jeśli tam nie będzie ryb,
to może uda nam się coś złowić w sąsiednim jeziorze. Przeszedłem się
wokół tego jeziorka. Niestety,
za wiele się tu nie dzieje. W jednym zakątku jeziora
było trochę ryb, ale wiatr uniemożliwiał
odpowiednie ułożenie linki. Nic by z tego nie wyszło. Wyrzuciłem kilka mieszanek, ale wiatr zepchnął je
w stronę brzegu. Dlatego przyszliśmy
nad duże jezioro. Tutaj dzieje się o wiele więcej. Można tu uprawiać wakeboarding.
Jest tu też dmuchany park rozrywki. Tam pływa ten park.
Panuje tu dość duży ruch. Na pewno żeruje tu też dużo ryb. Zanim zarzucę wędkę, opowiem trochę o sprzęcie,
którego używam. Tu mamy duży pływak Exocet. Jego unikalny kształt sprawia,
że kiedy go zarzucamy, pływak zostaje na powierzchni. Nie zanurza się głęboko. Dzięki temu nie odstrasza ryb,
żerujących na łowisku. Płaskie boki pływaka poprawiają
skuteczność efektu zacięcia. Kiedy ryba chwyta haczyk, spłaszczone boki
działają jak rygiel. Dzięki temu ryba zacina się. Te pływaki mają też inne zalety.
To jest akurat duży rozmiar. Jeśli potrzebujesz
pływaka w średnim rozmiarze, odkręć końcówkę,
weź korpus w średnim rozmiarze i dokręć do końcówki. Nie trzeba tego dokładnej omawiać. Nie trzeba przecinać linki. Używam przyponu Zig & Floater
o wytrzymałości 4,48 kilograma. Lubię ten rozmiar,
bo ten przypon ma małą średnicę. Kiedy łowisz z powierzchni, karpie często są ostrożne
i nie łapią się na haczyk. Często jest to spowodowane zbyt dużą średnicą linki. Lubię przypon o tej średnicy.
Jest naprawdę wytrzymały. Dziś ryba długo plątała mi się
w wodorostach, ale zdołałem ją wyciągnąć. Wiele osób boi się używać lekkiego przyponu,
takiego jak ten. Ale ten jest idealnie dopasowany
do moich potrzeb. Jeśli chodzi o długość,
to zwykle zaczynam od długości około dwóch metrów. Jeśli ryby za bardzo mi uciekają, skracam przypon,
co poprawia efekt zacięcia i umożliwia szybsze zacięcie ryby. Ale zwykle zaczynam
od długości około dwóch metrów. Taka długość zwykle mi wystarcza. Przejdźmy do haczyka. To haczyk SSSP rozmiar 10. Używam haczyka tego rozmiaru, bo karpie na powierzchni
są sprytne. Wpatrują się w haczyk z przynętą,
a potem odpływają. To może być spowodowane
rozmiarem haczyka. Dlatego zawsze mam haczyk numer 10. Haczyki SSSP są naprawdę świetne. Są jak małe drzazgi. Kiedy trafią do pyska ryby, prawie nigdy nie wychodzą. Dlatego SSSP
to mój ulubiony rodzaj haczyków. Nakładam silikonową rurkę
na węzeł bez węzła. Dzięki temu wszystko
lepiej się trzyma. Haczyk jest tak mały, że węzeł czasem może się rozwiązać. Dlatego używam silikonowej rurki, która przytrzymuje wszystko. Jako przynętę używam
kulek pop-up Poloney. Nieco ją przyciąłem,
żeby wyglądała jak mieszanka, którą rozrzuciłem. To sprzęt, którego dziś używam. Ryby żerują, więc mam nadzieję,
że uda mi się coś złowić na tym łowisku. Nie widać tu dobrze przynęty. Lubię obserwować przynętę. Jak ryba próbuje ją chwycić, można szybko zareagować. Ale na powierzchni są fale, więc zupełnie nie widać przynęty. Dlatego efekt zacięcia… Muszę się odsunąć,
żeby się nie zaplątać. Przydaje się tu pływak
poprawiający efekt zacięcia. Widziałem tylko olbrzymi rozprysk, a potem pływak pomknął po wodzie. Ryba już tu jest,
możemy ją teraz podebrać. Walczą jak obłąkane. To szaleństwo. To piękny, ciemny karp pełnołuski. Śliczny okaz. Waży tylko około pięciu kilo,
ale to nieważne. Kiedy ryba jest tak piękna, rozmiar się nie liczy. Widzę stąd, że w jeziorze
nadal jest pełno ryb. Tylko czekają,
aż znowu zarzucę wędkę. Wypuszczę tę rybę i postaram się
w pełni wykorzystać resztę dnia. Kolejny piękny okaz
złowiony z powierzchni. Jest przecudowny.
To naprawdę udane popołudnie. Tę rybę też wypuszczę
i spróbuję złapać kolejną. To już trzecia ryba,
którą wypuszczam do tego jeziora. Opowiem trochę o zanęcie,
której używam. To pływający pellet pstrągowy
w rozmiarze 6 i 10 milimetrów. Mam tu też trochę
dużej suchej karmy dla psów. Polewam to wszystko olejem. To świetnie wygładza powierzchnię. Kiedy pływak znajdzie się w wodzie, będzie lepiej widać
przynętę i linki oraz sam pływak. Łowię tylko w zasięgu procy, ale wyrzucam zanętę
za pomocą rakiety. Robię tak, bo jeśli użyłbym procy, cząstki o różnych rozmiarach
spadłyby w różnych miejscach. Poza tym w tym jeziorze
ryby przypływają na dźwięk rakiety. Wyrzucę rakietę wysoko. Ona wpadnie do wody
i zanim sprowadzę ją na brzeg, ryby już zaczną wyjadać mieszankę. Musicie to zobaczyć. Właśnie z tych powodów
korzystam z rakiety, żeby wyrzucić zanętę. Wyrzucę teraz trochę więcej zanęty. Może uda się złapać
jeszcze kilka ryb przed nocą. Piękny okaz
na zakończenie pięknego dnia. To czwarta ryba, którą złowiłem
z powierzchni na tym jeziorze. Chyba już czas
wrócić nad małe jezioro i zarzucić wędki na noc. Ten okaz jest naprawdę piękny,
więc wypuszczę go do wody i pójdę rozpalić grill. To drugie branie tego ranka. Niestety na wędkę po prawej
rano złapał się lin, ale na środkowej
mamy karpia. Mam nadzieję,
że uda mi się go podebrać. Może będzie jeszcze kilka brań
tego ranka. Na wędkę po lewej
wczoraj złapało się kilka ryb. Mam nadzieję,
że dziś też uda się coś złowić. Jest tu kilka okazów
ważących około 14 kilo. Mam nadzieję,
że jeden z nich się pojawi i wystąpi przed kamerami. Połowa drogi za nami. Tę wędkę zarzuciłem
na odległość 20 nawojów. To trudny pas. Mam dwie wędki – tę po prawej i środkową wędkę –
zarzucone na tym pasie. Ten pas jest szeroki
na długość czterech kijów. Mam wędkę z jednej strony tego pasa i drugą wędkę z drugiej strony. Wyrzuciłem zanętę
pomiędzy te wędki. Świetnie. To pierwsza złowiona dziś ryba.
Może schwytamy jeszcze kilka. To piękny początek dnia. Ten okaz waży
8 kilogramów 600 gramów. Mam nadzieję,
że to dopiero początek. Wypuszczę ją z powrotem
i nastawię wodę w czajniku. Czekając,
aż coś się złapie na wędkę, opowiem o zestawie, którego używam. Rakietą wystrzelę
konopie i kukurydzę. Jako przynętę na haczyk
używam sztucznej kukurydzy. Umieściłem ją na krętliku mikro, który znajduje się
na pętelce d-rig. Dzięki tej pętelce ryba nie może pozbyć się haczyka,
może wypluć tylko przynętę. Haczyk zostaje. Używam haczyka SSC numer 5. Pozwala on idealnie
wyważyć sztuczną kukurydzę. Przynęta unosi się
nad dnem jeziora. Używam przyponu Trans Khaki
o wytrzymałości 9,7 kilograma. Jest sztywny, co też utrudnia rybie
pozbycie się haczyka. Na samym środku zestawu mam
odrobinę pasty wolframowej. Mam też wolframową tulejkę
zapobiegającą plątaniu. Takiego właśnie zestawu używam. Mam nadzieję,
że uda mi się coś złowić. Widzę, że to już koniec
porannego brania. O 7.00 czy o 8.00 rano
pojawiła się okazja. Potem wszystkie ryby
podpłynęły do powierzchni. Było kilka obcierek,
ale one też już zniknęły. Teraz jest koło 11.00. Wokół widać pełno rybich grzbietów. Wyglądają,
jakby miały ochotę na mieszankę. Zostało mi już
tylko kilka godzin z kamerą. Chcę jak najlepiej
wykorzystać ten czas. Zarzucę wędkę głęboko
i przejdę się po łowiskach. Pójdę do tego,
w którym widać ryby. Może uda mi się schwytać jakąś
przed kamerami. Dawaj, dawaj. Udało się. Nieźle się namęczyłem,
karmiąc mewy przez prawie godzinę,
bo nie chciały odlecieć. W końcu się udało
i karpie zaczęły żerować. Ale nie rzuciły się na pokarm tak,
jak wczoraj. Udało mi się zanęcić
tylko dwie czy trzy ryby. Pojawiają się od czasu do czasu. Zaryzykowałem. Zwykle wolę,
żeby najpierw zrobiły się ufne. Zanęcam je śmiało.
Ale tu była tylko jedna ryba. Wtedy coś chwyciło przynętę. Ryba była tuż przy powierzchni, pewnie żerując w odosobnieniu. Udało mi się umieścić pływak w idealnym miejscu
i ryba się złapała. Strasznie się cieszę. Ale właśnie zaplątała się
w wodorosty. Mam nadzieję,
że niedługo się uwolni i że uda nam się ją podebrać. Byłoby świetnie. Myślałem, że już nic nie złapiemy, bo ptaki nie chciały odpuścić. Jest! Nie poddaje się łatwo. Chyba utknęła w kępie wodorostów. Czuję, jak ocierają się
o linkę główną. Ale się napięła. Zupełnie jak wczoraj. Wychodzi, wychodzi. Pete złapie karpia w podbierak.
Albo i nie. Walczą zapamiętale.
To niewiarygodne. Ale się wściekł.
Nie uciekaj mi znowu! Błagam, nie uciekaj. O nie! Za mocno pociągnąłem. To moja wina. Ale ze mnie idiota. Nic się nie złapie. Nie używam
żyłki o wytrzymałości 45 kilo. Cholera. Idiota ze mnie. No dobra. Spróbuję jeszcze raz. Jest tam teraz trochę ryb.
Może się uda. Trochę się załamałem. Dawaj, dawaj. Proszę, złap się. Błagam. Któraś musi się złapać. W końcu! Musiałem wymienić pływak, bo ryby żerowały tam z tyłu. Założyłem Bubble Float XL, żeby zwiększyć zasięg,
i udało mi się coś złapać. Ale było ciężko. Mewy zjadły prawie wszystko.
To niewiarygodne. Karpie miały poważną konkurencję. Siedziały tam z tyłu,
w wodorostach. Od czasu do czasu
jeden odłączał się od reszty i podpływał do zanęty. Za każdym razem,
kiedy zarzucałem tam wędkę, traciły ochotę na przynętę. Teraz go odwrócę. Staram się holować karpia w stronę,
w którą płynie. Zwykle się odwracają.
Ten właśnie to zrobił. Modlę się tylko,
żeby udało mi się go podebrać. Nieźle się namęczyłem,
żeby go złowić. Tylko teraz się nie obudź. Dalej, do podbieraka. Udało się! Co za ulga. O mój Boże. Ale jestem szczęśliwy! Dzięki Bogu. Aż się cały trzęsę. W końcu udało się
złapać coś do podbieraka. Dzięki Bogu. Wiecie co? Musiałem się nieźle namęczyć,
żeby schwytać tego karpia. Zmieniłem taktykę, użyłem
mocniejszego, cięższego pływaka. Zarzuciłem wędkę daleko. Tam, gdzie ryby żerowały.
Tak złowiłem tego lustrzenia. To już trzeci lustrzeń,
który waży 9 kilogramów 300 gramów. Wiecie co? Chyba czas go wypuścić. Na dziś już chyba koniec.
Czas na zasłużone piwko. To cudowny okaz. Wczoraj rozstaliśmy się po tym,
jak wypuściłem tamtą rybę, którą złapałem,
łowiąc z powierzchni. Postanowiłem zostać nad jeziorem
jeszcze jedną noc. To ostatnia noc.
Zdecydowanie było warto. Nie uwierzycie, ale złapałem dwa lustrzenie ważące
11 kilogramów i 800 gramów. Inny lustrzeń ważył ponad 12 kilo,
a karp pełnołuski ponad 13 kilo. Na sam koniec
złowiłem coś niezwykłego. Przyjrzymy się teraz
moim zdobyczom. Szczególnie temu jednemu
niezwykłemu okazowi. To ostatnia ryba,
którą tu złowiłem. To ogromny karp pełnołuski
– 18 kilogramów 400 gramów. To naprawdę niezwykły okaz.
Co za ranek! Cudowny karp na pożegnanie. To niewiarygodne.
Jestem przeszczęśliwy. Świetna robota, Lee. To idealne zakończenie
ostatniej sesji nad tym jeziorem. Od czas do czasu
o jakiejś rybie napiszą gazety. Taka ryba rozpala wyobraźnię
wędkarzy w całym kraju. Takie okazy są bardzo rzadkie: ryby nie tylko ogromne,
ale też piękne. Jeden taki karp rozpalił wyobraźnię Lewisa Portera.
Na początku 2015 roku Lewis dostał swoją szansę. Łowię teraz w hrabstwie Norfolk,
nad jeziorem Spitfire Pool. To kameralne jeziorko o powierzchni
około 4000 metrów kwadratowych. To takie moje współczesne
jezioro Redmire Pool. Złowiłem tu kilka dużych,
pięknych karpi pełnołuskich. Złapałem kilka takich okazów. To miejsce ma w sobie coś magicznego. Dowiedziałem się o tym miejscu
jakieś 7-8 lat temu, kiedy poznałem
właściciela jeziora Richa Wilbee’ego. Kręcił wtedy program
nad jeziorem w Cambridge. Też kręciłem tam program. Opowiedział mi, że w tym jeziorze żyje 20-kilowy karp pełnołuski,
którego nikt jeszcze nie złowił. Dwa lata później zobaczyłem go
na okładce magazynu „Carp-Talk”. Trzymał wielkiego karpia
z białą końcówką ogona. Wtedy uwierzyłem, że to prawda. Że ta ryba istnieje. Chciałem też tu łowić, ale z różnych powodów nie zarezerwowałem tu miejsca. Pod koniec zeszłego roku… Usłyszałem o innym karpiu, którego
nikt nie złapał przez dziewięć lat. Po 9 latach ważyłby prawie 13 kg. Był często widywany. A każdy mówił, że wygląda
na dużą rybę Rich powiedział, że kiedy Terry Hearn
łowił w tym jeziorze, złapał karpia pełnołuskiego ważącego
około 20 kilo i widział innego. Według niego
zachowanie tej ryby w wodzie uniemożliwiało jej złowienie. W zeszłym roku udało się ją złowić. Ważyła około 19 kilogramów.
To był niewiarygodny okaz. To karp zwany „Long Common”. To bardzo długi, ciemny,
angielski karp pełnołuski. Stwierdziłem,
że muszę się zapisać. Postanowiłem napisać do Richa
i się zapisać. Największy karp ważył prawie 23 kilo, a ten drugi – około 19 kilo. Też chciałem złowić taki okaz. Wszedłem na Facebooka
i wysłałem Richowi wiadomość. Spytałem, czy ma miejsce. Powiedział,
że ktoś odwołał rezerwację, więc początek maja w przyszłym roku
jest wolny. Rzuciłem się na tę ofertę. Nawet nie wiedziałem,
ile to będzie kosztować. Najpierw chciałem zarezerwować
to miejsce, a potem zająć się resztą. Przyjechałem tu
w poniedziałek, około 14.30. Nie śpieszyłem się, bo chciałem, żeby ryby mogły rano wypocząć i nabrać ufności. Wtedy łatwiej je łapać. Przyjechałem tu około 14.30.
Wszedłem przez bramę. To miejsce od razu mnie zachwyciło. Jeziorko jest małe, ale piękne. Trzciny, wysepka, drzewa… Było trochę zaczepów,
na przykład liście lilii wodnej. W słońcu widać było płycizny. To miejsce mnie urzekło. Najpierw postanowiłem obejść jezioro i poszukać ryb. Ponieważ jeziorko było małe, myślałem, że od razu je wypatrzę i będę mógł się zabrać do łowienia. Po trzech czwartych okrążenia nie zauważyłem żadnej ryby. Więc pomyślałem, że są na środku. Następnie doszedłem do zakątka, który nazywają
„bezkarpiową zatoczką”. Było tam z osiem karpii, a w tym jeziorze jest ich 16. Nie było wśród nich tych dwóch
największych karpi pełnołuskich. Ale wypatrzyłem rybę
z białą końcówką ogona. Wiedziałem,
że największy karp takie ma, ale myślałem, że tylko on. Ta ryba nie była tak duża. Powiedziałem Richowi,
że widziałem rybę z białą końcówką. On stwierdził, że to lustrzeń Leneya. Ważył 13,5 kilograma.
To był ładny okaz. Widziałem go na zdjęciu. Postanowiłem, że chcę go złowić i
wróciłem do „bezkarpiowej zatoczki”. Wiedziałem, że to lustrzeń Leneya i
że waży ponad 13 kilo. Patrzyłem, jak pływa,
i pomyślałem, że to świetna okazja, żeby wykorzystać metodę stalkingu. Nagle podpłynął ten wielki karp. Ważył 10 kilogramów więcej
niż ten lustrzeń. Miał białe końcówki płetwy ogonowej
i płetw piersiowych. Zamarłem. Patrzyłem na niego w bezruchu. Nie żerował, tylko sobie pływał. Dziewięć ryb pływało sobie w kółko. Nic nie robiły, tylko pływały. Pomyślałem, że to mi wystarczy. Postanowiłem zacząć łowić.
Wróciłem po sprzęt. Zastawiłem pułapkę. Chciałem zacząć
od przyponów multi rig, bo zostało mi kilka zawiązanych po moim wypadzie na ryby do Francji
dwa tygodnie wcześniej. Były do nich przywiązane
bezzadziorowe haczyki. Ale największą zaletą
tego przyponu jest to, że można łatwo wymienić haczyk. Zdjąłem bezzadziorowe haczyki SR
i założyłem haczyki SR z zadziorem. Złapałem na ten zestaw
już wiele ładnych ryb. Myślałem, że na początek wystarczy. Zarzuciłem dwie wędki
z przyponami multi rig i jedną z przyponem fluorocarbonowym
z przynętą neutralnie wyważoną. To była przynęta Hybrid. I zacząłem łowić. Przez dwie doby nic nie złapałem. To chyba nie była wina zestawu, tylko pogody i złego miejsca. Pogoda się zepsuła,
wiał silny wiatr, padał deszcz. Następny dzień był tak wietrzny,
że nie pojawiły się żadne ryby. Okrążyłem jezioro wiele razy. Nie wypatrzyłem żadnej. Byłem zdruzgotany. Myślałem, że skoro je znalazłem,
dalej będzie łatwo. Ale to tylko pokazuje,
że na małym akwenie pogoda gra bardzo ważną rolę. Nad pobliskim jeziorem, nad jeziorem Mustang Lake
łowiło się bardzo dobrze. Wiało mocno z południowego zachodu. Wędkarze stojący pod wiatr
nieźle się nałowili. Ale na tak małym akwenie
silny wiatr spowodował, że wydawało się, jakby ryby zniknęły. W środę, zanim zarzuciłem wędki, usiadłem ze skrzynką na sprzęt. Byłem przybity. Przez dwa dni nic nie złowiłem. Od dłuższego czasu
nie widziałem żadnej ryby. Zastanawiałem się,
jakiego sprzętu użyć. Chciałem zacząć od początku. Ale z czego skorzystać? Spojrzałem na skrzynkę ze sprzętem. Uwielbiam przypon hinged stiff rig. W moim przypadku
świetnie się sprawdza. Używałem go przez wiele lat
i złapałem mnóstwo świetnych okazów. Byłem pewien, że uda mi się nie tylko
złapać rybę, ale też ją wyłowić. Bo to równie ważne. Postanowiłem
dłużej się nie zastanawiać. Miałem dużo zawiązanych
przyponów Chod/Withy Bin. Wyjąłem je. To przypony z serii Edges. Są dość wysokie,
mają prawie 6,5 centymetra. To idealny rozmiar dla tego przyponu. Dobrze się spisuje, jeśli łowi się nad kępami wodorostów. Ale ja miałem na oku
rejony bez wodorostów. Wcześniej ryby chętnie tam żerowały. Dlatego stwierdziłem, że te przypony
są za długie na te warunki. Wziąłem nożyczki i odciąłem krętlik. Po ponownym zawiązaniu przypon mierzył
poniżej czterech centymetrów. Był subtelniejszy i lepiej się nadawał
na te trudne warunki. Przywiązałem go do 15-20 centymetrów
miękkiej plecionki Camotex Soft. Wolę miękką plecionkę w otulinie, bo nie chcę,
żeby ryby wypluły zestaw. Wolę dać im więcej swobody.
Wtedy same się złapią. Po roztopieniu się kulek pop-up linka pozostaje zwinięta. Nieważne,
z której strony podpływa ryba. Zestaw ma luz
i sam wpływa do pyska ryby. Ryby ciągle pływają. Nie siedzą w jednym miejscu.
Mają swoje trasy. Podpływają do przynęty raz z prawej, raz z lewej strony. Nie chciałem, żeby zestaw
leciał tylko w jedną stronę. Dlatego zostawiłem luz. Ryba mogła zassać go z każdej strony. Nie był napięty, więc wleciałby jej do pyska. Te ryby żerują
głównie na pokarmie naturalnym. Rzadko ktoś je łowił. Wystarczają im ślimaki itp. Kiedy próbują je wyjeść
spomiędzy liści lilii wodnej czy spomiędzy trzcin, przyczepiają się do roślin,
mocno je zasysając. Mocno je zasysają. Muszą ssać naprawdę mocno. Strasznie je zasysają,
żeby odczepić ślimaki od korzeni liści lilii. Te ryby są przyzwyczajone do trudnego zdobywania pokarmu. Myślałem, że nie będą się cackać
z moją przynętą, tylko rzucą się na nią. Każdy wędkarz patrzy na to inaczej. Wydawało mi się,
że jeśli zassą taki zwinięty zestaw, haczyk sam wleci im do pyska. Szybko zarzuciłem wędki. Umieściłem je
w strategicznych miejscach, które dzień wcześniej
doradził mi Rich. Za wysepką jest głęboki kanał,
gdzie nie ma wiatru. Wyglądało to na miejsce, gdzie ryby chronią się przed wiatrem. Zarzuciłem tam jedną wędkę,
a drugą pomiędzy lilie wodne po drugiej stronie wysepki,
też w osłoniętym miejscu. Trzecią zarzuciłem nieco dalej, bardziej pod wiatr, bo może
dodatkowy tlen wywołany przez wiatr
przyciągnął tam ryby. Było prawie jak w tę środę. Po jakichś czterech godzinach od zarzucenia wędek miałem branie na wędkę w liliach. Byłem podekscytowany,
bo po dwóch dniach ciszy nagle coś się wydażyło. To był lustrzeń o wadze 15 kilo.
Nie ten największy karp. To był piękny, stary lustrzeń. Miał blizny. Widać było,
że to ryba z charakterem. Byłem przeszczęśliwy,
że wreszcie coś złapałem. Zrobiliśmy zdjęcie
i wypuściliśmy go. Właśnie zakładałem nową przynętę, kiedy miałem odjazd
na wędce po lewej ręce. Dwa brania w ciągu pół godziny! To jak z autobusami
– jak już przyjadą, to od razu dwa. Chwyciłem lewą wędkę. To była ta zarzucona
w kanale za wysepką. Ryba krótko się szamotała,
bo to niewielkie łowisko. Nie mogłem oddać jej za dużo linki, bo zaraz wylądowałaby w zaczepie.
Musiałem ją trzymać. To był długi lustrzeń ważący 11 kilo. Przeszedłem
ze stanu całkowitego załamania w stan ogromnej radości
w ciągu pół godziny. W czwartek
planowałem łowić do godziny, o której poprzedniego dnia
miałem branie, czyli do 10.30-11.00.
Stwierdziłem, że jeśli do tego czasu nic nie złapię, zmienię miejsce. Miałem całe jezioro tylko dla siebie. To przyjemne uczucie. Z drugiej strony,
w wodzie były tylko trzy wędki. W wielu miejscach nie było linek, więc czułem, że po prostu
przeganiam ryby po jeziorze. Musiałem być w gotowości,
jeśli chciałem coś złowić. Nadeszła godzina brania
z poprzedniego dnia. Nic się nie działo. Wiatr ustał, wyszło słońce. Pomyślałem, że teraz mam szansę. Muszę znaleźć tego wielkiego karpia. Zabrałem wędki
i przeszedłem się wokół jeziora. Poszedłem do miejsca,
w którym go widziałem kilka dni wcześniej,
i znowu tam był. Pływał tam razem z
19-kilogramowym karpiem pełnołuskim. To za te ryby zapłaciłem. Chciałem schwytać je obie
– “Long Common” i “Wood Common” – i obie tam były. Nie żerowały, ale przynajmniej wiedziałem
gdzie są. Nie chciałem
zarzucać wędek na wariata, skoro nie wyglądały na głodne. Opanowałem się i pomyślałem: co zrobiłby Dave Lanes i Terry Hearn? Jak oni by do tego podeszli? Nie rzuciliby się na to od razu, jak słonie w składzie porcelany,
bo straciliby szansę. Stwierdziłem,
że muszę je poobserwować. Obserwacja jest kluczowa w wędkarstwie. Przez następną godzinę
tylko je obserwowałem. Chodziłem za nimi
i patrzyłem, co robią. Śledziłem, jak wypływają z bezkarpiowej zatoczki i płyną wzdłuż zakola,
obok kępek liści lilii wodnej, na sam środek jeziora. Zrobiły tak kilka razy. Przepłynęły tę samą trasę. Pomyślałem, że to zakole
to świetne miejsce na zasadzkę. Wróciłem po sprzęt. i zastawiłem pułapki. Zastawiłem je w tym zakolu. To było wąskie miejsce
z czystą wodą. Zarzuciłem tam wędkę i czekałem. Rob i Joe z magazynu „CARPology” przyszli po południu. Wypiliśmy po piwku,
pogadaliśmy trochę. Oni napawali się
atmosferą tego miejsca. Ryby pływały sobie wokół, ale nie chciały żerować. Nie pływały przy powierzchni.
Nie szukały mieszanki. Nie chciały też żerować przy dnie. Po prostu pływały sobie bez celu. Starałem się myśleć pozytywnie: pływając, zużywają dużo energii. Będą potrzebować pokarmu. Zbliżało się tarło, a one dalej pływały wokół
i zużywały energię. Wiedziałem,
że będą musiały zacząć żerować. Dałem im czas do 18.30. Do tego czasu nic się nie wydarzyło.
Zbliżała się noc. Postanowiłem przesunąć środkową
wędkę, która była blisko brzegu i zarzucić ją dalej, do głębszej wody z nadzieją,
że ryby dalej będą pływać tą trasą, jednak się cofnęły,
bo zarzuciłem za blisko. Zarzucałem ciężarek od dołu. Za trzecim razem udało mi się
trafić w dobre miejsce. Trafiłem w dziesiątkę. Zaczepiłem żyłkę na klipsie
i wyciągnąłem wędkę. Założyłem na haczyk
dwie kulki pop-up w woreczku PVA. Zarzuciłem od dołu na odległość około półtora metra. Kulki pop-up uderzyły w wodę. Rozrzuciłem na to trzy garści
słonej zanęty Hybrid: 14- i 18-milimetrowe kulki
i trochę pokruszonych kulek. Wyszły tego ze trzy garście. Rozrzuciłem je dookoła
i stwierdziłem, że to wystarczy. Wyrzuciłem to na ich trasę. Wiedziałem, że muszą
nad tym przepłynąć To by było na tyle. Poszedłem spać w nadziei, że coś się złapie, że schwytam jednego z olbrzymów. Wstałem około 8.30. Postanowiłem, że przez cały dzień
nie będę ruszał wędek. Zostają tam, gdzie są. Wiedziałem,
że ryby pływają w tym rejonie. To był piątek i
zanosiło się na dobrą pogodę. Większość dnia miała być słoneczna,
z lekkim wietrzykiem. Jak na tę porę roku,
warunki były świetne. Musiałem pójść za potrzebą, ale nie chciałem się zwijać
i iść do toalety, więc zapiąłem drzwi namiotu i
załatwiłem sprawę do wiadra. To było jedyne wyjście. Nie chciałem zostawić wędek
bez nadzoru ani zwijać sprzętu. Dosłownie pół godziny później miałem branie na prawym kiju,
więc za niego złapałem. Właśnie robiłem herbatę,
bo mi się skończyła. Na wodzie
pojawiło się mnóstwo kręgów. 100-gramowy ciężarek spowodował, że ryba uderzyła o powierzchnię. Nie chciałem się śpieszyć. Pomyślałem, że nadeszła moja chwila. Myślałem, że to karp Leneya
albo ten wielki okaz, bo to one najczęściej tam pływały. Jak ryba się przekręciła,
zobaczyłem jej ogon z białymi końcówkami. Wiedziałem,
że to któraś z tych dwóch ryb. Tylko one miały białe plamki. To nie była jakaś zacięta walka. Rich powiedział, że ten wielki karp – jak na swój rozmiar – nie walczy na szczęście zbyt zajadle. Było tam pełno
wodorostów i liści lilii. Jakby walczył, miałbym problem. To trwało 30 sekund czy minutę. Ryba była już przy powierzchni. Była ogromna. Wyciągnąłem ją. To był karp pełnołuski. Miał białe plamy na ogonie.
Pomyślałem, że to ten wielki okaz, ale nie byłem pewien. Nie wyglądał na 23 kilo,
ale trudno mi było ocenić. Nie widziałem wiele takich olbrzymów. Wsadziłem rybę do siatki
i zadzwoniłem do Richa. Powiedziałem mu,
że chyba złapałem tego olbrzyma. Rich powiedział: Jak to „chyba”? Waży pięć kilo więcej
niż pozostałe ryby”. Spytałem, czy jakiś jeszcze karp
ma białe końcówki płetwy. A on na to: Udało Ci się! Już jadę! Zrozumiałem, że to on. Gdy Rich spojrzał na rybę,
stwierdził, że to zdecydowanie
ten 23-kilowy okaz. Zadzwoniłem do Harry’ego i opowiedziałem mu o swojej zdobyczy. Harry był tylko godzinę drogi stąd. Rich poradził,
żebym wsadził karpia do zbiornika. Będzie mógł spokojnie poczekać, aż Harry przyjedzie i go nagra. To był miły gest ze strony Richa. Dzięki temu mogłem
cieszyć się tą chwilą z przyjacielem. Rob z magazynu „CARPology”
przyszedł zrobić zdjęcia. Mogłem napatrzyć się na tę rybę i cieszyć się tą chwilą z kumplami. Mam to teraz na filmie. To karp zwany „Wood Common”
z jeziora Spitfire Pool. Waży 22 kilogramy 700 gramów.
To niezwykły karp pełnołuski. Nigdy wcześniej
takiego nie widziałem. Jest niesamowity. W zeszłym roku zarezerwowałem
tydzień nad tym jeziorem, żeby złowić tego karpia. Wcześniej udało się go złowić
tylko sześć razy. Wypuszczę go. Jeszcze się nie otrząsnąłem. Oglądam zdjęcia i myślę, że nie ma żadnej innej ryby, żadnego karpia pełnołuskiego
w tym kraju, którego tak bardzo chciałbym złowić. Szczęście się do mnie uśmiechnęło. Teraz chcę złowić To musiały być wspaniałe chwile
w życiu Lewisa Portera. Teraz kolej na wycieczkę w jedno z najważniejszych miejsc
dla karpiarzy. To miejsce jest mi bardzo bliskie
– to jezioro Wraysbury 1. Udamy się tam
z menadżerem reprezentacji Anglii i podwodnym ekspertem,
Robem Hughesem, żeby spojrzeć
na podwodny świat karpi. Oto słynny kompleks Wraysbury
w RK Leisure. Za mną widać południowe jezioro. Zajmuje ono ważne miejsce
w historii angielskiego wędkarstwa. A to Dredger Bay,
czyli zatoka z pogłębiarką. Woda jest tu krystalicznie czysta. Pewnie znacie mnie
z moich wyczynów nurkowych albo z serii “Below the Surface”. Właśnie dlatego tu jesteśmy. To będzie coś podobnego,
ale nie całkiem. Zwykle jestem sam na sam z wodą. Tym razem jestem tu z wędkami
i z Neilem Riversem. Neil będzie mnie testował. Przeszedłem się po kompleksie i wybrałem to łowisko. Ta zatoczka nie słynie z karpi, ale jest dosyć znana. Przyszedłem tu, bo dobrze stąd widać okolicę. Jest tu dużo karpiowatych zakątków, gdzie może być dużo ryb. Poza tym widzieliśmy tu ryby. Pływają sobie w jeziorze. Tego nie można zignorować. Ostatnio nieźle się tu łowiło. Wędkarzy było niewielu,
ale złapali sporo ryb. Więc wiemy, że są tu karpie: inni nam o tym powiedzieli
i sami je widzieliśmy. Ale nie mam pojęcia,
jak to naprawdę wygląda. Nigdy tu nie łowiłem
ani nie nurkowałem. Widzę tylko to, co można zobaczyć z brzegu. To będzie bardzo interesujące. Neil przyjedzie tu za kilka godzin. W tym czasie rozstawię sprzęt i znajdę kilka miejscówek. A potem on mnie przetestuje. Wreszcie wylądowało. Zwijam linkę. Wydawało mi się, że był tam muł. Teraz utknęło w wodorostach. Jest tu pełno wodorostów. Niektóre widać na powierzchni. Wystarczy tylko spojrzeć na łowisko i od razu można
wiele o nim powiedzieć. Jeszcze zanim zarzuci się wędkę. Co my tu mamy? Przy powierzchni
jest trochę wodorostów. Widać to w miejscach,
gdzie wiatr nie mąci tafli wody. Tam są dwa takie miejsca.
I jeszcze jedno tam dalej. Wodorosty sięgają
od dna do powierzchni. To pewnie moczarka kanadyjska. Jest bardzo długa. Czasem ludzie błędnie zakładają, patrząc na wodorosty na powierzchni, że tuż obok woda będzie czysta. Może tak, a może nie. To pewnie oczywiste, ale trzeba to sprawdzić. Nie wolno zgadywać. Zawsze trzeba sprawdzać, bo jeśli już są wodorosty, to pewnie jest ich trzy razy więcej,
niż się wydaje. Znowu zeszło na dno. Łatwo się ściąga z powrotem.
Chyba znalazłem dobre miejsce. Ale znowu weszło w wodorosty. Tak przygotowuję się
do zarzucania markera. Mam spory ciężarek. Waży 95 gramów
i ma charakterystyczny kształt. Dzięki temu jest zwarty. Chcę, żeby obciążał plecionkę. Mam tu krętlik do szybkiej wymiany. Mogę na nim założyć marker. To mój zestaw na początek. Zarzucam wędkę, żeby ciężarek dotknął dna. Wtedy będę wiedział,
że to dobre miejsce. Zarzucę w to samo miejsce
jeszcze kilka razy, a potem założę marker. Używam mikromarkera. Duże markery
łatwo wypływają na powierzchnię. Micro Markers
mają mniejszą wyporność. Wypływają wolniej. Żyłka nie przelatuje zbyt łatwo. Jeśli mikromarker
dotrze na powierzchnię, będę pewien, że to dobre miejsce. Jeśli nie dotrze na powierzchnię, będę musiał zmienić zestaw. Nie używam pływaczka, bo to zaburza odczyt. Marker z pływaczkiem przydaje się, tylko jeśli muł
uniemożliwia jego wypłynięcie. W przypadku wodorostów
nie używam pływaczka, bo ten uniemożliwia
dokładne sondowanie. Zarzucę teraz marker
w to samo miejsce. Mam tu rurę, która pokazuje,
gdzie powinienem stać. Celuję w to wysokie drzewo. Na lewo od dwóch kęp wodorostów. Zatrzymuję linkę palcem. To było miękkie lądowanie. Powody mogą być różne. Ostatnim razem uczucie było inne. Ale wtedy nie było markera. Marker spowalnia tonięcie zestawu. Poczekamy, zobaczymy. Jeśli wypłynie na powierzchnię,
będzie dobrze. Nie wypływa. Wiem to
już po trzech obrotach kołowrotka. Marker nie wypływa. Pewnie utknął w wodorostach. No tak. Muszę go wyciągnąć. Staram się wyczuć wszystko. Tym razem lądowanie było twardsze. Popuszczę trochę linki. Wypłynie? Dwa, trzy… Wypływa. Cztery. Dziewięć. Musi już być blisko powierzchni. Trochę mu to zajęło. Dziesięć. Jedenaście. Dwanaście. Wypłynął.
Trzy i pół metra. Całkiem nieźle. To mały marker bez pływaczka.
Poczułem lekkie uderzenie. Wypłynął na powierzchnię. Wiem, że mam dobre miejsce. Jest tam masa wodorostów. Będę miał problem z ułożeniem linki. Z tej strony
jest pewnie z dziewięć metrów, więc linka dojdzie tam,
a potem pójdzie w dół. Nie ułoży się dobrze. Już mniej więcej wiem, co tam jest. To niezła miejscówka. Jedyna, jaką znalazłem,
więc znów zarzucam. Czekam, aż klips zablokuje linkę.
Przesuwam kij w bok. Linka powinna być napięta.
Ciężarek dotknął dna. To chyba lewy kraniec miejsca, w którym mogę łowić. Zobaczmy, czy marker sam wypłynie. Wypływa. Świetnie. Mam miejscówkę. Marker pomógł mi
znaleźć dobrą miejscówkę. Teraz muszę wysondować dno i zobaczyć, gdzie mogą być problemy. Teraz zarzucę swój zestaw. Widzę, gdzie jest marker. Jeśli są tam wodorosty, Mam lekki ciężarek, 65 gramów. nie chcę dużego ciężarka. Będę mógł to wyczuć. Wyczuję, jak gruba jest warstwa mułu. Ciężki ciężarek
po prostu się przez nią przebije. W przypadku żwirowni często na dnie jest żwir,
cienka warstwa mułu i pełno kępek wodorostów. Lekki ciężarek pomoże mi to wyczuć. Zamocowałem stary zestaw z haczykiem. Chcę zobaczyć, czy coś wyciągnę. Celuję w marker. Spróbuję kilka razy zarzucić zestaw
w pobliże markera. Mam nadzieję, że mi się to uda. Zestaw wylądował tuż za markerem. To było miękkie lądowanie. Poczekam, aż linka się uspokoi. To nie brzmi praktycznie,
ale się opłaca. Ciągnę nieco.
Łatwo daje się ściągnąć. Nawet jeśli to wodorosty,
to nie są ciężkie. Teraz o coś zahaczyło. Łatwo poszło. I znowu. Nie poczułem mocnego uderzenia,
ale wiem, że idzie. Pociągnąłem zestaw tylko trzy razy, ale kiedy cofam szczytówkę, przyciągam go o jakiś metr w stronę brzegu. Jestem już trochę dalej. Teraz ten żywopłot wodorostów.
Jest bliżej, niż myślałem. Znowu miękkie lądowanie. Myślałem, że miejscówka jest większa. Będzie tu sporo wodorostów. No właśnie. To niewielka miejscówka. O Boże. Jak widać, po prawej jest pełno wodorostów. Przechodzą przez całą miejscówkę. Haczyk utknął w wodorostach. To inny rodzaj. Inny rodzaj wodorostów. Przy dnie mamy glony nitkowate. Mamy też moczarkę kanadyjską. Ma krótką łodygę. Jeszcze nie urosła. No i mamy to. To chyba cienka łodyżka moczarki albo nurzańca. Zarzuciłem wędkę raz, a zebrałem trzy rodzaje wodorostów. Więc mamy cztery rodzaje wodorostów. Niektóre ogromne i wstrętne,
inne malutkie i wstrętne. Fuj. To dość mała miejscówka. Chyba… Często mówi się
o takich małych miejscówkach. Jak raz trafisz w to miejsce,
trudno znów w nie trafić. Potem pójdziemy je obejrzeć. Na podwodnej kamerze to miejsce może się wydawać duże,
chociaż takie nie jest. Jest pewnie… Pewnie jest rozmiaru
podłogi w namiocie. Albo i nie.
Na pewno ma inny kształt. Łowię w malutkim miejscu
oddalonym o 140 metrów. Wy pewnie nie. Cieszę się, ale też się martwię. To niezła miejscówka, ale mała. Myślę, że przed nią jest duża
ściana wodorostów. Ściana skręca w tę stronę. Przy powierzchni
jest trochę wodorostów, ale tu mam czystą wodę. Na żwirze jest trochę mułu. W niektórych miejscach
może być żwir. bo kilka razy
lądowanie było dość twarde. Więc są też obszary żwirowe. Albo żwir, a na nim muł. Jest tu trochę glonów nitkowych
i wodorostów leżących przy dnie. Z przodu są gęste wodorosty,
które skręcają w jedną stronę. Jeszcze nie badałem za dużo
z lewej strony, ale pewnie
będzie to wyglądać identycznie. Takie miejsca zwykle są podobne. Wiele osób wszystko upraszcza. Widać to w magazynach. Ale w naturze nie ma ideału. Natura działa, jak chce. Zarzucę teraz za marker. Nie będę powoli ściągał zestawu, tylko raz pociągnę do tyłu. Zawęziłem obszar, w którym chcę zarzucać przynętę. Dwa razy udało mi się zarzucić wędkę
dokładnie w to miejsce. Znów zarzucę
i od razu ściągnę zestaw. Jeśli wróci bez wodorostów,
będę tam łowił. Łowię na prawo od markera. Pomiędzy markerem
a tą wielką kępą wodorostów. Z przodu i po prawej mam
ścianę wodorostów. trochę niskich wodorostów i żwiru. Ostatnia próba. Za daleko. Ale to też dobre miejsce. To obszar około półtora metra. I może jeszcze trochę
po lewej od markera. Tam nie sprawdzałem. Jestem w dobrym miejscu. Zakładam linkę na klips. Ściąga się dobrze. Jeszcze musi przejść nad w
Zobaczymy, jak daleko się znajdzie. Tak wygląda sondowanie miejscówki. Znowu zarzuciłem marker. Jest tu
około dwa i pół metra głębokości. Ale trochę bardziej na prawo, gdzie wcześniej zarzuciłem marker,
było trzy i pół metra głębokości. Jest tu spory spadek. Jakiś metr dalej… Spadek o prawie metr.
To kąt 45 stopni. Bardzo tam stromo. Spodziewałem się, że to będzie na prawo od tego wysokiego drzewa. To miejsce jest chyba węższe
niż dwie długości kija. Na pewno węższe
niż trzy długości kija. To wąska miejscówka. Ale to właśnie tu
było to twarde lądowanie na żwirze. Dookoła jest pełno wodorostów. Po lewej są kępki wodorostów, a potem spadek z dwóch i pół
do trzech i pół metra głębokości. Chcę łowić dokładnie tam,
gdzie teraz jest marker. Znalazłem już miejscówkę. Muszę teraz zarzucić zestawy. Używam dwóch różnych zestawów, tak na wszelki wypadek. Poza tym miejscówki też są zróżnicowane. Ta po jednej stronie jest płytsza, a po drugiej głębsza, z mułem i wodorostami. Najpierw prawa strona. Wykorzystam klips Slik Clip. Nasuwam na niego łącznik gumowy, ale nie za głęboko. Jest tu dużo wodorostów,
więc w razie potrzeby ciężarek powinien móc się odczepić. Nie może ciągle się odczepiać, ale powinna być taka możliwość,
jeśli złapię rybę. Mam 85-gramowy ciężarek. Krótki przypon. Używam brązowego materiału
Coretex Matt. Mam tu też klips Kwik Clip i wolframową tulejkę. Lubię wolframowe tulejki, bo dociążają one przypon i pozwalają mu dobrze zatonąć. Zdrapuję nieco otuliny
tuż przy haczyku. Używam haczyka SSBP Arma Point. Ma krótki trzonek i duże ostrze.
Używam też pozycjonera Line Aligna. Sprawdzam, czy jest luz. Do tego jasnożółty
neutralnie wyważony dumbels. Jeszcze jedna ważna rzecz: obklejam przypon pastą wolframową, żeby położył się na dnie. Nie chcę, żeby pływał nad dnem, bo myślę, że w tym miejscu
woda będzie czysta. Dlatego musi leżeć na dnie. Daję dwie kuleczki pasty. Kuleczka przy ciężarku jest większa niż druga kuleczka, bo chcę, żeby plecionka leżała prosto. Nie będzie zupełnie rozciągnięta, ale musi być trochę rozciągnięta, żeby nie leżała tuż przy ciężarku. No i to tyle. Zaraz zarzucę ten zestaw. Po lewej stronie zarzucę inny zestaw. Na początek też biorę
klips Slik Clip. Ale ta tulejka jest dłuższa. Chroni przed splątaniem. Używam dłuższej, bo ten przypon będzie dłuższy,
chociaż materiał jest ten sam. Mam wyważoną kulkę pop-up. Jeśli wyląduje na wodorostach, to powoli zatonie, ale największe obciążenie
będzie przy haczyku. Ten element jest cięższy. Dlatego zestaw
nie zatonie od razu cały, tylko stopniowo, po łuku. Lubię ten zestaw, bo umożliwia spory zakres ruchu. Tonie powoli, osiada na wszystkim. Nawet jeśli woda jest czysta. To dwa różne zestawy. Używam przynęt w różnych kolorach,
bo nie wiem, która jest jaskrawsza
i bardziej rzuca się w oczy. Obie zarzucę
mniej więcej w to samo miejsce, ale jedną w głębszym,
bardziej ryzykownym miejscu. Zanim je zarzucę, założę na koniec zestawu piankę. Pianka jest owinięta w siateczkę. Nie trzeba jej przywiązywać.
To tylko mała pianka. Wystarczy ją skręcić, polizać
i nabić na haczyk. Nie odczepi się, kiedy uderzy w wodę ani podczas lotu. Utrzyma się w miejscu. Czasem jeśli się je poliże, nabije i owinie, jak tylko uderzą w wodę, od razu odpadają.
Ale ta się utrzyma. Gotowe. Czekam, aż zadziała klips. Sprawdzam,
czy ciężarek uderzył o dno. Tak, poczułem to. Teraz przytrzymam linkę wysoko, żeby nie było tu łuku, bo tam jest ta ściana wodorostów. Jeśli puszczę linkę za szybko,
łuk będzie po tej stronie ściany. Chcę, żeby był po drugiej stronie, dlatego przytrzymuję linkę. Po tej stronie
będzie to wyglądać beznadziejnie, ale nie mam na to wpływu. Tak to jest, jak się łowi
z drugiej strony ściany wodorostów. Niektórzy twierdzą,
że trzeba popuścić linkę, a potem napiąć, ale to bzdura. Taka linka będzie źle leżała i nic się nie będzie dało zrobić. Teraz linka jest napięta. Powoli opuszczę kij. Pianka chyba wypłynęła
na powierzchnię. Słońce mocno świeci,
więc niewiele widzę. Odstawię wędkę. Linka nadal jest napięta,
niczego nie ruszam. Odstawiam ją. Utrzymuję napiętą linkę. Nie pozwalam, żeby się poluzowała. Musi być napięta. Linka będzie napięta od szczytówki aż do ściany wodorostów,
a potem pójdzie w dół. Tak wygląda ta ściana.
Linka przejdzie nad nią. A potem zejdzie na dół,
w pobliże ciężarka. Lepiej chyba się nie da. Dobra. Są blisko siebie. Jest na lewo od markera. W odległości jakichś 300 centymetrów. Jest bliżej, niż planowałem. Są bardzo blisko siebie. Teraz zarzucę trochę zanęty. To prosta mieszanka: zwykły pellet, trochę zmrożonej kukurydzy z torebki i kulek proteinowych S7.
Dodałem też płyn S7. To świetny booster. Wyrzucę 10 rakiet z zanętą Impact. Rozrzucę zanętę po okolicy. Zarzucę ją trzy, cztery razy jak najbliżej markera. Wyciągnąłem go już,
bo wypełnił swoje zadanie. Wiem już, gdzie mam zarzucać. Założyłem linkę na klips,
teraz zarzucam zanętę. Idealnie. Nieco na bok
od pływających kęp wodorostów. Nie zarzucę wszystkiego
w jedno miejsce. Będę zanęcał mniej więcej
w tym samym rejonie, ale czasem się trochę cofnę, czasem poluzuję trochę linki, bo chcę rozprowadzić zanętę. Są tu ryby, więc chcę, żeby pływały po szerszym obszarze. Ale najwięcej powinno ich być tam,
gdzie był marker. Wyrzucam zanętę dziesięć razy. Sześć razy zarzucę ją
w odległości czterech i pół metra. Mam nadzieję,
że cztery trafią do celu. Cześć. Jak ci idzie? Chcę to mieć już za sobą. Będzie dobrze.
Tym razem jest na odwrót. Teraz to ty łowisz. Wygląda to dobrze. Miejmy to już za sobą.
Przyjemnego nurkowania. Dzięki. Powodzenia. Nie bądź zbyt surowy. Nie martw się. Tuż przed miejscówką
oddaloną o 75 metrów jest mnóstwo wodorostów. Rob trafnie nazwał je ścianą. Faktycznie linka może się tam złapać. Dobre ułożenie linki
nad takimi wodorostami jest niemożliwe,
niezależnie od wagi ciężarka. Za ścianą wodorostów jest mniej. Dno jest trzy i pół metra pode mną, ale jest tu strome wzniesienie,
na którym jest o metr płycej. Ta miejscówka ma najwyżej
pięć i pół metra szerokości. Rob dobrze to oszacował. Naprzeciwko, na wzniesieniu,
widzę zawartość dwóch rakiet. Pomiędzy nimi widać
przynętę na haczyku. Rob zgadł, że są tu kępy wodorostów, chociaż jest ich więcej,
niż oczekiwał. Ale wykorzystanie długiego przyponu
i wyważonej kulki pop-up powinno pozwolić mu
poradzić sobie z tym problemem. I rzeczywiście. Lądowanie było twarde, bo warstwa wodorostów
jest tu bardzo cienka. Nawet jeśli wydaje się,
że ciężarek uderza o twarde dno, to nie musi to być odsłonięty żwir. Widać, że ciężarek i materiał Coretex Matt
zlewają się z otoczeniem. W ogóle nie widać przyponu. Ledwo widać klips Trans-Khaki i duży łącznik gumowy, ale nawet one
zlewają się z wodorostami. Rob użył
linki głównej Exocet Tapered. Ma kiepskie ułożenie,
ale jej kolor świetnie pasuje do wodorostów. Haczyk usadowił się na małży. Idealne ustawienie. Różowa przynęta przyciąga wzrok. Jeśli ryby zaczną żerować,
na pewno się złapią. Niedaleko zestawu, jakieś dziesięć centymetrów dalej, leży odczepiony ciężarek
innego wędkarza. Jak przyjdę tu jutro,
ten ciężarek posłuży mi za znacznik. Zobaczę, czy zestaw się przesunął. Trudniej było znaleźć prawą wędkę. Zestaw nie wylądował tam,
gdzie powinien. Odległość od szczytu
do stóp wzniesienia to tylko około metra,
więc nie ma dużego pola manewru. Niestety, ten zestaw
wylądował u stóp wzniesienia, w gęstych wodorostach. Ciężarek wylądował na żwirze,
dlatego Rob poczuł uderzenie. Ale wokół są wodorosty. Zestaw zaczepił się
o moczarkę kanadyjską. Ponieważ wokół było tyle wodorostów, haczyk nie wylądował tak,
jak powinien. Ale dookoła jest dużo zanęty, więc może ryby będę żerować
u stóp wzniesienia. Może taka prezentacja wystarczy,
żeby się złapały. Trudno było znaleźć
wszystkie elementy zestawu. Wtapiały się w tło. Rob użył żyłki Illusion Trans Khaki. Schodzi ona prawie pionowo,
bo przytrzymują ją wodorosty, ale i tak jej nie widać, nawet z bliska. Już wrócił. Dałem z siebie wszystko. Jak to wygląda? To było pouczające doświadczenie. Jest tam pełno wodorostów. W jednym miejscu jezioro
jest głębokie na trzy i pół metra, a nieco dalej
w stronę twojej miejscówki jest żwirowe wzniesienie. Jest tam też trochę piachu.
Tam głębokość wynosi dwa i pół metra. No tak. Wokół pełno wodorostów. Przed moją miejscówką też? Tak. Nie ma wiele dobrych miejsc. Minąłem może jedno miejsce,
gdzie mógłbyś łowić. Ale łowisz w najlepszym. No właśnie. To to miejsce na wprost. Jak wygląda tam dno? Małe kępki wodorostów, trochę małży. Są tam duże i małe skały. Można tam łowić.
Jeden z twoich zestawów się spisze. Okej… Drugi zestaw… Może uda ci się coś złapać,
ale zarzuciłeś trochę za blisko. Szczyt wzniesienia jest tak szeroki
jak odległość pomiędzy moimi dłońmi. Po obu stronach jest spadek. Ma szerokość niecałych dwóch metrów. Nie jest zbyt szeroki. Dlatego chciałem na to wzniesienie
zarzucić tylko jeden zestaw. Ten z różową przynętą
jest na wzniesieniu. Właśnie. Udało ci się. Gratulacje. Dzięki. Ten z żółtą przynętą
jest ponad metr dalej. No tak. Pewnie jakiś metr niżej. Aha. Przynęta wpadła w wodorosty. Linka idzie prawie pionowo. Ale to było twarde lądowanie. Bo to twarde podłoże. Tak? Jeśli tu mamy wodorosty, to tu jest haczyk z przynętą,
a wodorosty idą prosto do góry. Jest na skraju miejsca,
w którym powinien wylądować. Kurczę. Jeśli ryby znajdą haczyk…
Przynęta jest dobrze zaprezentowana. Jasne. Ale wystarczy,
że przesuną się o 300 centymetrów… Będę miał branie? Na różową przynętę na pewno. No tak. Na żółtą… może. Zobaczymy. Napięcie rośnie. Zarzuciłem wędki. Jedna jest dobrze zarzucona,
druga tak średnio. Dobrym pomysłem będzie
rozrzucenie zanęty, żeby pływała wokół. Ale potrzebuję wyrzucić jej więcej
w miejsce, w którym łowię. Widzieliśmy tu trochę ryb. Pływają sobie tutaj. Muszę jakoś je zachęcić. Nie wystarczą dwie czy trzy garście. Taki wyciągnąłem z tego wniosek. Szkoda, że wcześniej
o tym nie pomyślałem. Jak sam nurkuję,
zawsze mówię innym, że wyrzucenie 3 rakiet z zanętą nie wystarczy. Ja wyrzuciłem 10. To jakieś trzy kilogramy,
ale jak to się rozproszy, to prawie znika. Trzeba było rozrzucić 30 rakiet. Tak powinienem zrobić. Ale i tak myślę, że coś złapię. Taką mam nadzieję. Jak na razie jedna wędka
jest dobrze zarzucona, a druga tak średnio.
I mam za mało żarcia. Jest! Mam branie. Teraz rozumiem,
dlaczego inni bohaterowie tych filmów czuli taką presję,
żeby coś złowić. Po prostu staramy się pokazać, jak to wygląda pod wodą.
Udało się. Już nie mogę się doczekać, kiedy zobaczymy,
co tam się dzieje. W nocy miałem branie
i jeszcze raz zarzuciłem wędkę. Niestety tamta ryba
urwała się przy żywopłocie. Wiedziałem, że to będzie problem. Zacząłem holować rybę, ale utknęła w wodorostach
i urwała się. Tak to już jest. To strasznie dołujące,
kiedy zmarnuje się okazję, szczególnie
w tak stresujących warunkach. Z powrotem zarzuciłem tę wędkę na szczyt wzniesienia.
I proszę bardzo – złowiłem rybę. Zarzuciłem przynętę w dobre miejsce,
ryba chwyciła, ale straciłem ją.
Ale złapałem drugą. Teraz Neil znowu musi tam popłynąć
i zobaczyć, jak to wygląda. Jestem bardzo szczęśliwy,
że coś złowiłem, bo teraz będziemy mogli
znowu tam popłynąć i lepiej zrozumieć,
co tam się dzieje. Taki właśnie jest cel tych filmów. Chcemy zobaczyć,
jak zaprezentowana jest przynęta, jak wyglądają zestaw i przynęta oraz czy ryby żerują, co robią i jak oczyszczają miejscówkę
z wodorostów. Dziękuję ci, ślicznotko. Jesteś piękna i mam nadzieję, że kiedyś jeszcze się spotkamy, ale teraz mam coś do zrobienia. Musimy wypłynąć na jezioro
i zbadać, co tam się dzieje. Jak tylko zanurzyłem głowę, zauważyłem karpia.
A potem drugiego. A potem kolejne dwa,
tuż obok miejscówki Roba. Karp pełnołuski przepłynął
nad przynętą. Karpie szukały pokarmu. Nic dziwnego, bo już nic nie zostało
na szczycie wzniesienia. Wodorosty się przerzedziły. Zauważyłem lewą wędkę. Tę, na którą Rob miał dwa brania. Było tu teraz
o wiele mniej wodorostów. Porównajmy dwa nagrania. Rob zarzucił tu rakietę
tylko dwa czy trzy razy. Co by było,
gdyby zarzucił ją 20 czy 30 razy? Ryby zupełnie wyczyściłyby dno. To ciężarek, który oznaczał
miejsce lądowania zestawu. Widać, ile wodorostów zniknęło. Przyczyną mogła być aktywność ryb albo ucieczka zaciętej ryby,
albo jedno i drugie. Wystarczy, że poruszę ręką,
żeby wodorosty się przesunęły. Gdyby Rob ciągle tu zanęcał, wkrótce to miejsce byłoby czyste,
co umożliwiłoby zastosowanie innych zestawów. W pobliżu drugiego zestawu ryby też żerowały. To miejsce
nie jest całkiem wyczyszczone, ale widać tu więcej żwiru. Zostały tu
tylko pojedyncze ziarenka kukurydzy. Zestaw leżał inaczej niż wcześniej. Chyba ryby wykiwały Roba. Może jeszcze coś się na to złapie, chociaż byłoby lepiej,
gdyby zestaw był na wzniesieniu. Na lewej wędce Rob miał dwa brania, a na prawej – żadnego. Normalnie zarzuciłby prawą wędkę
jeszcze raz. Warto to zrobić. Nawet jeśli wydaje się, że ciężarek
wylądował na twardym podłożu, nie oznacza to, że zestaw
jest świetnie zaprezentowany. Przed powrotem na brzeg
jeszcze raz się rozejrzałem i zobaczyłem
dziesięciokilowego lustrzenia. Wyglądał, jakby szukał jedzenia. Chyba już czas,
żeby Rob go nakarmił. Teraz jestem o wiele szczęśliwszy. Jak to wygląda? Dużo się zmieniło. Pływają tam ryby. Teraz? Tak, pływają wokół. Przy szczycie wzniesienia,
tam, gdzie zarzuciłeś wędkę, na którą miałeś branie. Aha. Nie ma tam już zanęty. No tak. Wszystko zostało zeżarte. A co z wodorostami? Przepłynąłem nad twoją miejscówką, razem z rybami. Aha. Kiedy poruszałem ręką, fale przenosiły wodorosty. Widać, gdzie ryby pływały. Znalazłem ciężarek. Nie znalazłem ani kawałeczka pokarmu. Na szczycie wzniesienia nic nie ma. No tak. Za dużo tam nie zarzuciłem… Dwie czy trzy rakiety. W takiej odległości od ciężarka
nic nie zostało. Jasne. Dlatego miałeś branie. Ryby pływały wokół,
szukały czegoś do jedzenia. Więc wiemy, że tam żerowały. Złapaliśmy jedną, więc możemy się cieszyć. Pewnie. A co z żółtą przynętą? Źle to wygląda? Wokół żerowały ryby. Pewnie. Poruszyły zestaw. Poruszyły? Chyba cię wykiwały. Zestaw leży inaczej niż wcześniej. Aha. Może to kąt nachylenia linki. W wodorostach zostało
kilka ziaren kukurydzy. Dobra. Ale reszta została zjedzona. Trochę tej zanęty tam wyrzuciłem. Wszystko zniknęło. Aha. Zobaczysz na zdjęciach. Tu jest żółta przynęta na haczyku. Okej. I trochę wyżej, w wodorostach,
kilka ziaren kukurydzy. Dobra. Wszystko tam było ruszone, ale twój zestaw… Nie mogę uwierzyć,
że nic się nie złowiło. Skoro zjadły wszystko dookoła, to musiały chociaż dotknąć zestawu. Wykiwały mnie. Zdecydowanie. No tak. Bez wątpliwości. Zastanówmy się: skoro dotykały zestawu, czemu niczego nie zauważyłem? Nie było żadnego znaku. Tylko jedno wyjaśnienie
przychodzi mi do głowy. Łowiłem już tak kiedyś. Pewnie to widziałeś, jak nurkowałeś. Tak. Ponieważ wokół jest tyle wodorostów, linka przechodzi nad nimi
i idzie prosto w dół. Dokładnie tak. Kiedy jest taki spadek, ryby mogą nią ruszać. Bez problemu. Mogą nią ruszać,
a ja nic o tym nie wiem. Masz 85-gramowy ciężarek. Linka nie może być bardziej napięta. No tak. Potrzebujesz czegoś innego. Tylko czego? Może wystarczyłby większy ciężarek. Gdybym miał większy ciężarek, może ryby łatwiej by się zacinały. Bo teraz mam lekki. Może go uniosły i uciekły. Ale gdyby ciężarek ważył 110 gram,
może by się zacięły. Inne by uciekły. No tak. Na różową masz branie. Tak jak myśleliśmy. Ale żółta przynęta… Ale żerowały tam. Tak. Miałem branie,
tylko o tym nie wiedziałem. No tak. Teraz nie ma tam zanęty. Tylko kilka ziaren kukurydzy. Wszystko zostało zjedzone. Ale są tam ryby. Naliczyłem ich pięć czy sześć. W takim razie nie mamy wyboru. Musimy rozrzucić zanętę, bo karpie są, a nie ma pokarmu. One potrzebują pokarmu.
Wyrzucę zanętę i zarzucę wędki. Czas na obiadek. Niedawno wyrzuciłem zanętę. Od razu podziałało. Jak tylko ryby zjedzą całą zanętę, trzeba dorzucić im pokarmu. Wyrzuciliśmy zanętę
i ryby od razu się na nią rzuciły. Podejrzewam, że przypłynęły na sam dźwięk. To naprawdę ekscytujące.
To w końcu Wraysbury. Wiem, że to już nie to samo jezioro
co kiedyś, ale to nadal Wraysbury. Cieszę się, że mogę współtworzyć
historię tego miejsca. Każdy ma swoje wspomnienia
związane z tym miejscem. Ja teraz już też. To wyjątkowe miejsce. Mały karpik. Złapał się na różową przynętę. Wygląda na to, że zanęta rzeczywiście podziałała. To już koniec tej sesji. Gratulacje. Złowiłeś kilka ryb. Musiałeś spróbować się w nowej roli. Mam dla ciebie trzy pytania. Co najbardziej ci się podobało? Sondowanie łowiska. No tak. Kiedy zwykle nurkowałem… Chyba nigdy nie widziałem łowiska, w którym byłoby tyle problemów. Jest małe miejsce, w które musisz trafić, bo inaczej masz problem. Rzeczywiście. Czasem coś jest oczywiste i proste. To jest dość oczywiste, ale cel jest bardzo mały. No tak. Sondowanie dna było bardzo przydatne. A co ci się nie podobało? Dwie rzeczy. Utrata ryby to zawsze przykra rzecz. Na pewno. Ja straciłem kilka ryb. Byłoby fajnie, gdybym je złowił. Ale osiągnęliśmy nasz cel: zobaczyliśmy, co dzieje się pod wodą. Zawsze mówię, że jeśli w jeziorze są wodorosty, to jest ich dwa razy tyle,
ile ci się wydaje. Sprawdzałem miejsce,
gdzie zarzuciłem marker. Pewnie. I rejon wokół markera.
Sprawdzałem go bardzo dokładnie. Ale nie sprawdziłem
miejsca po prawej. Okej. Myślałem, że od markera do wodorostów woda jest czysta. I była. Ale nie sprawdziłem tam głębokości, więc nie wiedziałem,
że spadek jest tak stromy. No tak. Wyobrażałem sobie, że wzniesienie jest pod kątem 45 stopni.
I tak było, ale potem były wodorosty…
Dno wznosiło się, a potem znów opadało. Nie wiedziałem,
że opadało znów po prawej. Nie sprawdziłem tego, dlatego zestaw
nie spisał się zbyt dobrze. Ostatnie pytanie: co byś zmienił? Co zrobiłbyś inaczej? Zanętę. O tym też zawsze mówię: jak nęcisz rakietą, wydaje ci się, że wyrzuciłeś dużo zanęty, ale to nieprawda. Dziesięć rakiet to niedużo. Kiedy cztery czy pięć razy zarzucasz w określone miejsce… Jak zanurkujesz,
zobaczysz, że nic tam nie ma. Nic. Trzeba było użyć więcej zanęty. Można się wiele dowiedzieć. Zobaczyć, jak to wygląda. Widziałem, jak to wygląda, więc teraz będę łowił inaczej. Ale nie zawsze trzeba wyrzucać zanętę
tylko w jednym miejscu. Czasem trzeba rozproszyć ją
po okolicy. Zdjąć linkę z klipsa,
zrobić krok do przodu. Ale czasem
trzeba trafić prosto w cel. Tuż nad przynętą. Trzeba było użyć więcej zanęty. Gdybyśmy rozrzucili jej więcej, ryby zatrzymałyby się tam na dłużej. A tak dwie czy trzy ryby podpływają, wyjadają wszystko i znikają. Właśnie. Mieliśmy branie, ale wtedy złapałbym więcej. Jasne. Gdybym rozrzucił więcej zanęty. Jak tam wypłynąłem, widziałem ryby. Były tam, szukały czegoś. Potrzebowały… Szukały czegoś do jedzenia. No właśnie. Brawo. Myślę, że to było
interesujące doświadczenie. Dużo się nauczyłem.
Byłem bardzo zestresowany. Podziwiam wszystkich, którzy kiedyś uczestniczyli
ze mną w nagraniach. Życzę powodzenia tym,
których jeszcze to czeka. Wiem, co czujecie.
Sam teraz przez to przeszedłem. I poradziłem sobie. Ale czułem presję. Tak to wygląda. Dziękuję bardzo. Nie ma za co. Cześć. To było pouczające doświadczenie.
Mogliśmy zobaczyć, co dokładnie dzieje się pod wodą
podczas wędkowania w czasie sesji. Teraz zobaczymy,
jak Tom Maker i Andy Maker udają się na wycieczkę do jednej ze swoich dawnych
ulubionych miejscówek w Walthamstow Reservoirs
na północy Londynu. Trzeba się tam dużo nachodzić,
dlatego ojciec i syn będą musieli dać z siebie wszystko, jeśli chcą coś złowić. Mają na to tylko jeden dzień. No dobra. Jesteśmy w Walthamstow Reservoirs
w samym sercu Londynu. Tata przyjechał tu z hrabstwa Kent, a ja aż z Somerset. Wyjechałem o 2.20 w nocy
i dotarłem tu pół godziny przed otwarciem bramy. Przygotowałem w samochodzie
trochę sprzętu. Jak otworzyli bramę,
byłem już gotowy. Kiedy się rozkładaliśmy,
wrzuciłem kilka kulek proteinowych do rzeki,
żeby karpie zaczęły żerować. Żerują tutaj.
Mam nadzieję, że żerują w jeziorze. Taczki już załadowane.
Będę łowił nad zbiornikiem numer 1. Tato, ty idziesz łowić nad zbiornikami numer dwa i trzy? Tak. Pochodzę nad
tymi zbiornikami. To zupełnie inne zbiorniki
niż zbiornik numer jeden. Podejrzewam, że nie przesiedzimy
całego dnia nad jednym zbiornikiem. Myślę, że często
będziemy zmieniać miejscówki. Załadowałem moje przynęty. Tata też. Czas pójść nad łowiska. Widać karpia. A tam jest kolejny. To zbiornik numer jeden. Jestem po przeciwnej stronie,
niż chciałem być. Zwykle wybieram łowisko Long Chuck, kiedy tu przychodzę. Jestem na samym końcu zbiornika.
Po prawej jest otwarta przestrzeń. Idąc tu, widziałem kilka ryb.
Trochę tu ryzykuję, bo ryby lubią pływać też drugą stroną jeziora. Ale na razie zostanę tu przez kilka godzin. Jeśli w tym czasie nic nie złapię, załaduję sprzęt na taczkę
i pójdę gdzie indziej. Zarzucę kilka wędek w kierunku wyspy
i trochę zanęty. To standardowa metoda. Po prawej zbiornik
ma trochę ponad dwa metry głębokości, więc zarzucę zestaw
o długości 1,8 metra. Jeśli w ciągu kilku godzin
nic nie złapię, przejdę gdzie indziej. Czas przygotować sprzęt
i wyrzucić trochę zanęty. Widziałeś to? Pewnie nagrałeś moje ręce. Minęło pierwsze kilka godzin sesji. Na razie nic nie złowiłem,
ale idąc tu z drugiego końca zbiornika, widzieliśmy kilka ryb. Dopchałem taczkę do łowiska, w którym ryby się spławiały. Zarzuciłem w zatoczce
dwie kulki pop-up. Ryby bąblowały, spławiały się. Widzieliśmy z dziesięć karpi. Drugie tyle bąblowało. Nadal nic nie złowiłem,
ale wiatr się wzmaga. Ryby nadal tu są. Zostanę tu jeszcze kilka godzin. Wszystko jest załadowane,
więc w razie czego mogę szybko zmienić miejsce. Zarzuciłem trzy wędki. Jestem tu dopiero od godziny. Nieco dalej przy brzegu, tam, gdzie leży to drzewo, jest lasek. Ryby lubią się tam ocierać. Widziałem tam dwie czy trzy. Jestem tu dopiero od godziny, ale czasem trzeba się przenieść. Jeśli miejscówka ci nie odpowiada,
zmień ją. Nie chcę tracić czasu, więc zwinę wędki, i zarzucę je od nowa w innym miejscu. Czas na przeprowadzkę. przeniosę tam sprzęt No dobra. W ciągu ostatnich 20 minut
niewiele się tu działo. Widziałem jedną bąblującą rybę. Tkwię przy tej podpórce, żeby zobaczyć, czy coś się dzieje. Linka nie jest zupełnie luźna.
To plecionka główna. Czekam na jakąś obcierkę. Chcę zobaczyć, czy ryby nadal tu są. Podejrzewam, że tak jest. Wiatr się wzmaga.
Nie widać ryb dalej na jeziorze. Może to tylko chwilowe problemy. Posiedzę tu
jeszcze pół godziny czy godzinę. Jeśli nic się nie będzie działo, wsadzę sprzęt na taczkę
i pójdę gdzie indziej. To drugie łowisko,
na którym dziś łowimy. Jest dopiero 10.00, ale zdecydowałem, że tamta miejscówka była nieodpowiednia. Łowię niecałe 100 metrów dalej, ale widziałem tu kilka ryb. W takim miejscu opłaca się podchodzić do ryb. Wyrzuciłem dziesięć rakiet zanęty. Nie nęciłem bardzo intensywnie. W weekend były tu
duże zawody karpiarzy. Było pełno ludzi, wyrzucili oni pełno zanęty
i złowili sporo ryb. Ryby widziały pewnie
mnóstwo zanęty, więc jeśli dorzucę nową
do tej starej, to tylko je przestraszę. Przeniosłem się tu
i wyrzuciłem dziesięć rakiet. Nie będę bardzo zanęcał
w tym miejscu. Jeśli będę chciał się przenieść, nie zmarnuję mnóstwa zanęty. Przeniosłem się tu,
założyłem linkę na klips. Najpierw zarzuciłem ciężarek,
żeby sprawdzić odległość. Prawie 26 długości kija.
To prawie 100 metrów. Łowię przy brzegu wyspy. Zarzuciłem trzy wędki
z neutralnie wyważoną kukurydzą. Założyłem linkę na klips
i zarzuciłem je. Do tego dziesięć rakiet
mojej mieszanki. Konopie, kukurydza cukrowa,
krill siekany i w całości. To moja mieszanka. Zarzuciłem neutralnie wyważoną
kukurydzę na włosie. Jeśli w ciągu godziny
nic nie złapię, wyrzucę na wierzch
jeszcze trzy rakiety z zanętą. A po kolejnej godzinie
zwinę wędki i może zmienię przynętę na haczyku. Mam nadzieję, że niedługo
coś złowię. Nie miałem nawet obcierki. Widocznie ryby stąd odpłynęły. Poszedłem na dalszy koniec
zbiornika numer dwa. To przytulny zakątek. Jest pod wiatr. Widziałem kilka bąblujących ryb. Pójdę tam na kilka godzin. Wsadzę sprzęt na taczkę i szybko się tam przeniosę. Zarzucę kilka wędek w kierunku wyspy i zobaczymy, czy będę miał branie. Jest dobrze. Zostawiłem kije na kilka minut
i poszedłem do toalety. Jak wróciłem, zobaczyłem,
że mam branie. Jestem tu od pół godziny, ale przeprowadzka się opłaciła. Zwinąłem i znów zarzuciłem zestaw. Potem założyłem nowy ciężarek
i nową przynętę na haczyk. To była środkowa wędka. Wędki są blisko siebie. Nie wiem,
dlaczego miałem branie na środkową, a nie na zewnętrzne wędki. Ale jestem gotowy,
żeby dalej łowić. Poczekałem, aż gumka
przejdzie przez klips. Mam nadzieję,
że to dopiero początek. Z powrotem zarzucę wędkę i wyrzucę trzy rakiety z zanętą. To pierwszy karp pełnołuski. Akurat mnie tu nie było, więc kamerzysta sam wylądował rybę. Nigdy nie wiadomo. Czasem zarzucasz ciężarek,
a ryby zostają. Innym razem zarzucasz ciężarek,
a one odpływają. Nadal tam są? Tak. Jedna właśnie się spławiła
przy lewej wędce. Blisko przynęty. Aha. One… W ciągu dziesięciu minut
od zarzucenia zobaczyłem kilka ryb,
a potem miałem branie na lewej wędce. Jeśli nie zarzuci się w pobliże ryb,
trudno je złapać. Nadal idzie. Przed chwilą wypuściłem rybę
wylądowaną przez Maksa. Teraz holuję kolejną,
a widać ich więcej. Założyłem świeżą przynętę
na środkową wędkę, wyrzuciłem trzy rakiety z zanętą i zacząłem szykować kolejne zestawy, bo wszyscy mówią, że tu często
łowi się lepiej po południu. Chciałem się przygotować na wszelki wypadek. I znowu branie na środkowej wędce. Trochę problemów z zaczepem. Ale chyba już… rozwiązaliśmy ten problem. A teraz znowu po drugiej stronie. Ryba utknęła w zaczepie, ale chyba już się uwolniła. To zalety plecionki głównej. Ma wytrzymałość 18 kilo. Może wydawać się, że to dużo ale ta ryba właśnie przeszła
przez dwa zaczepy. Ta plecionka
jest odporna na ścieranie. Dlatego jej używam. Jak wyląduję tę rybę, od nowa zarzucę
pozostałe dwie wędki. Jak się zarzuca trzy zestawy, zwykle jeden ląduje w dobrym miejscu. A pozostałe dwa za blisko siebie albo na liściu lub skale. Tę wędkę zarzuciłem od nowa. To świeża przynęta, świeży zapach. I znowu mam branie na tę wędkę. Jest! Pięknie. Dziesięć minut w dobrym miejscu
i mamy rybę. To dobry dzień. Ponad siedem kilo
pięknego lustrzenia. Dziesięć minut w dobrym miejscu
i od razu są wyniki. Rozmawiałem z Tomem przez telefon,
kiedy coś się złapało. On też właśnie coś złapał.
Obu nam dobrze idzie. Wypuszczę tę rybkę do wody i spróbuję złapać następną. To karp numer dwa,
większy niż poprzedni. Tym razem to ja go wylądowałem. Znowu złapał się na środkową wędkę. Pozostałe wędki też zwinąłem. Założyłem linkę na klipsa. Założyłem świeżą przynętę
i zarzuciłem z powrotem. Wyrzuciłem jeszcze trzy rakiety
z zanętą. Wypuszczę tę rybę i przyjrzymy się zestawom. Ja się tym zajmę. To znowu środkowa wędka. Nie chcę,
żeby kołowrotek się ubrudził. Dobra. Dzieje się coraz więcej.
Wiedziałem, że tak będzie o tej porze. Ledwo opowiedziałem o tamtej rybie, a znów miałem branie
na środkową wędkę. Kamerzysta Matt wypuścił rybę, a ja próbuję złowić kolejnego karpia. Mam nadzieję, że się uda. Mam jeszcze dwie wędki zarzucone. Nie wiem, czemu mam branie
tylko na środkową. Może jest tam jakiś zaczep. Może go odciąłem, zarzucając wędkę. Wykorzystałem tę wędkę
jako znacznik. Środkowa wędka zwykle ląduje na dole. Tam, gdzie byłoby drzewo,
gdyby było w wodzie. Może ryby czują się tam bezpieczne. Wokół jest czysto. Liście spadają, ale to jest czysty rejon. Ale z jakiegoś powodu mam branie
ciągle na tę samą wędkę. Nieważne, czy to jedna wędka,
czy trzy, ważne, że mam branie. Ryba numer trzy. Dwie na raz. Coraz lepiej. Znowu zarzuciłem wędki. Omówię teraz mój zestaw na karpia. Zdecydowałem się
na zestaw helikopterowy, bo na dnie zbiornika drugiego i trzeciego
jest pełno mułu. Jeśli ciężarek wpadnie w muł, przypon ułoży się na mule. Gdybym użył klipsa Lead Clip
albo ciężarka inline, mogłyby one wciągnąć przypon do mułu, chowając go przed rybami. Mam tu 150-centrymetrowy materiał
o wytrzymałości 11,3 kilograma. To plecionka Camotex Semi Stiff. Na końcu zdrapałem trochę otuliny i przymocowałem
do krótkiego kawałka materiału Rigidity
o wytrzymałości 11,3 kilograma. Pętelka przechodzi przez oczko, formując pętelkę D
z krętlikiem mikro. Mocuję na nim kulkę pop-up. Kawałek materiału bez otuliny
przymocowałem do materiału Rigidity za pomocą węzła Albright,
który umożliwia obklejenie go pastą, i zapewnia odpowiednią równowagę konieczną dla kulki pop-up. Używam ananasowej kulki pop-up
firmy Mainline. To klasyka. Używam tych kulek od lat. Mam do nich zaufanie. Zmieniłem łowisko, zarzuciłem ananasową kulkę pop-up i od razu złowiłem karpia. Wreszcie chwila odpoczynku. Przed chwilą miałem podwójne branie. Wylądowałem obie ryby.
To moja ósma i dziewiąta ryba. Jeszcze tylko jedna wędka
jest zarzucona. Mam nadzieję, że ryby wyjadły zanętę
i nie wrócą, dopóki nie wyrzucę więcej. Mogę teraz omówić mój zestaw. To prosty zestaw: wstępnie zawiązana żyłka Submerge. Mam ciężarek zamontowany na klipsie. Dzięki temu mogę go odczepić,
kiedy mam branie. Łowię w pobliżu drzewa, które się przewróciło. Obcięto gałęzie z dołu, ale nie wiem, co zostało pod wodą. Może zaczepy albo gałęzie. Chcę odciągnąć stamtąd ryby, więc odczepiam ciężarek,
a ryby wypływają na powierzchnię. Potem to już łatwizna. Używam krętlika do szybkiej wymiany. Jak łapię rybę do podbieraka, szybko wymieniam przypon
i znowu zarzucam wędkę. Używam 170 centymetrów Coretex Matt
o wytrzymałości 11,3 kilograma. Duży haczyk SSBP numer 4
przymocowałem węzłem bez węzła. Odciągam ryby od zaczepów, więc nie używam małego haczyka, bo mógłbym go wyrwać z pyska ryby. Potrzebuję czegoś mocnego. Na trzonku haczyka
mam trochę silikonu, który przytrzymuje przynętę, czyli neutralnie wyważony krill
i kukurydzę. Wszędzie takiej używam. Zawsze używam takiego zestawu. Świetnie się sprawdza. Nie używam woreczka rozpuszczalnego. Wszystko przykrywa
tulejka antysplątaniowa. Kiedy zarzucam zestaw,
ta część nie może wrócić i zaplątać się
wokół gumowego łącznika. Zestaw się nie zaplącze. Używam materiału Semi Stiff, więc kiedy ciężarek uderza w dno, przynęta neutralnie wyważona
jest zawsze dobrze zaprezentowana. Jeśli chodzi o ciężarek, to zacząłem od wagi 100 gramów, ale wiatr się wzmógł, więc teraz mam ciężarek
o wadze 113 gramów. Łowię na odległość 26 długości kija. To jakieś 95 metrów. Wieje boczny wiatr
o prędkości około 30 km/h. Tam, dokąd dorzucam,
zanim klips zatrzyma linkę, na dnie jest dużo żwiru. Dlatego nie używam lekkiego ciężarka. Ciężarek o wadze 113 gramów
daje napiętą linkę. Przejdźmy do kwestii sygnalizatorów. Rano łowiłem z nakładką fat head converter,
ze sporym hangerem na łańcuszku. Zauważyłem, że kiedy miałem branie, sygnalizacja była kiepska. Przeniosłem się tu koło południa i użyłem
sygnalizatorów Springer Arm, bo łowię daleko na żyłkę monofilament, która jest dość rozciągnięta. Potrzebuję sygnału od razu.
Hanger musi się ruszyć, kiedy tylko coś dotknie zestawu, żebym mógł od razu wyciągnąć rybę. Dlatego mam
sygnalizator Springer Arm. Widzę mój hanger.
Kiedy się ruszy, będę gotowy. Takiego zestawu i ciężarka używam. I dlatego korzystam z
sygnalizatora Springer Arm. Została jedna wędka. Patrz, jak skaczą przy wyspie. Tylko skończyłem mówić o zestawie, a na ostatniej wędce, która była zarzucona, miałem branie. Zdziwiłem się, bo wyrzuciłem
dziesięć rakiet z zanętą. To tylko dwa gryzy. Myślałem,
że ryby wszystko zeżrą i odpłyną. Ale wiatr się wzmaga,
więc presja spada. Teraz są w trakcie żerowania. Rano myślałem,
że to będzie kiepski dzień. Przeniosłem się od razu, bo nie podobała mi się
tamta miejscówka. Nie wiedziałem,
czy uda się złowić chociaż kilka ryb. A teraz łowię już dziesiątą rybę. To niewiarygodne. Łowię niedaleko wyspy. Leżąca tam kłoda
ma pewnie z sześć metrów. Kiedy łowię w takich miejscach
jak łowisko Linear, staram się łowić jak najbliżej, ale kiedy łowi się przy brzegu wyspy, ryby mogą podpłynąć
tylko z lewej lub z prawej. Dlatego nie powinno się zarzucać wszystkich wędek blisko. Trzeba zarzucać je
w pewnej odległości od siebie, co jakieś dwa metry. A pomiędzy wędki
trzeba wyrzucać rakietą zanętę. Widzę, że od czasu do czasu pojawia się tam ryba. Muszę założyć nowe przynęty na wędki
i zarzucić je z powrotem. Spójrz na nie. Dopiero dochodzi 17.00, a bramę zamykają o 22.00. Mam jeszcze cztery i pół godziny. Jeśli ma się szczęście, można przez godzinę
złowić nawet cztery ryby. To moja dziesiąta ryba, ale może uda się złowić 20 ryb. Wypuszczę tę rybę
i zadzwonię do ojca. Ciekawe, jak mu idzie. Mam nadzieję, że to całe
chodzenie go nie wykończyło. Może uda się coś jeszcze złapać. Tom ma dziś świetny dzień. Złowił już chyba 13 czy 14 karpi. Tu niewiele się dzieje. Chciałem właśnie powiedzieć, że nic nie widać, ale w zaczepach widać trochę bąbli. W odległości trzech długości wędki
pojawił się karp, a potem kolejny,
w odległości około 30 metrów. Dochodzi już 18.00, zostało trzy i pół godziny. Chyba zostanę przy tym łowisku. Zarzuciłem trzy pojedyncze
przynęty na haczykach. Jedna jest tam,
gdzie łowiłem wcześniej. Lewa tam, gdzie widziałem ryby. Pływały na odległość kija. Zostanę tu przez te trzy godziny. Wiatr nadal się wzmaga. To nadal dobra miejscówka.
Widziałem tu te dwie ryby, więc to najlepsza miejscówka. Tutaj zostanę. Myślę, że jeszcze coś złowię, pewnie ze trzy ryby.
Wtedy będę miał 15. To byłby dobry wynik. Bardzo dobry. No tak… Acornowi też dobrze idzie? Nie wiem. Znowu mam branie. Ryba szybko wybiera linkę.
Pogadamy potem. Pa. Pa. O, to ta daleko zarzucona. Tak to wygląda. To 18 ryba. Złocisty karp pełnołuski.
Waży około dziesięciu kilo. Przed chwilą miałem podwójne branie:
Jedna ryba ważyła dziesięć kilo, a druga osiem. Zostawiłem jedną wędkę
i poszedłem pakować sprzęt. Wtedy ten karp się złapał. Jeszcze nie zamykają bramy, ale czeka mnie długa droga. Powrót zajmie mi trzy i pół godziny. To był długi dzień. Wstałem o 2.30,
a będę w domu koło północy. Wypuszczę tę rybę,
załaduje sprzęt na taczkę i pójdę do taty. Pożegnam się z nim
i wracam do domu. Zostało mi jeszcze pięć minut. Niestety, tata nic więcej nie złowił. To był fantastyczny dzień. Nawet podczas jednodniowej zasiadki, jeśli nic się nie dzieje
na danym łowisku, trzeba się przenieść. Dzisiaj to się potwierdziło. Tata tu przyszedł
i od razu coś złowił. Ja też się przeniosłem
i miałem świetną sesję. Wracamy teraz szybko na parking, ładujemy sprzęt
i jedziemy do domu. Ta wspaniała sesja pokazuje, że trzeba zawsze być uważnym
i gotowym do zmiany miejsca, szczególnie kiedy dysponuje się
ograniczonym czasem. To już koniec tej części
serii „Carp Fishing Edges”. Mamy nadzieję,
że spodobała wam się ta okazja podejrzenia metod łowienia
członków zespołu Fox i że to, czego się nauczyliście,
pozwoli wam w przyszłości złapać niejednego karpia. Życzę wam przyjemnego wędkowania
i dziękuję za uwagę.

54
Comments

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *